Włochy. Ruszyły szkoły, choć nie bez przeszkód i nie wszędzie

Rozpoczęcie roku szkolnego we Włoszech. Jedna z podstawówek we Florencji, 14.09.2020, fot. B.Hlebowicz

Jedna z dzielnic Florencji. 8.10. Tłum dzieci i rodziców przed budynkiem szkoły podstawowej. Wpuszczanych jest po kilka klas w 10-minutowych odstępach. Inaczej niż w czasach sprzed lockdownu rodzice mogą podchodzić tylko do bramy, czyli jakieś 5 m. od wejścia do szkoły. Nieliczni jednak próbują tradycyjnie odprowadzić swoje pociechy aż do drzwi. Interweniują woźni. Wszyscy – z wyjątkiem jednej mamy – w maseczkach. Bezmaseczkowa mama rozpycha się w tłumie i krzyczy do swego synka, który znajduje się już przed drzwiami. Interweniują pozostali rodzice. Mama jednak nie może założyć maseczki, bo – mimo kilkudziesięciu monitów z zasadami zachowania w budynkach szkolnych i wokół nich, jakie rodzice otrzymali w ostatnich tygodniach – w ogóle nie przyszło jej do głowy, żeby ją ze sobą wziąć.

– Wiele nas jeszcze czeka – wzdycha inna z mam.

Ponad 3 mln uczniów nie zaczęło jeszcze roku szkolnego

W 13 regionach Włoch nauka zaczęła się 14 września. Niektóre przesunęły otwarcie na 24 września, ponieważ uważają, że są nieprzygotowane, a także z powodu wyborów, które odbędą się w przyszły weekend w niektórych regionach Włoch. Wiele szkół będzie siedzibami komisji wyborczych i administratorzy uznali, że nie ma sensu otwierać szkół na cztery-pięć dni, żeby zaraz znowu je zamknąć na kolejne 4-5 dni w celu przeprowadzenia dezynfekcji, wyborów i ponownej dezynfekcji.

Później wystartują regiony Południa Włoch (częściowym wyjątkiem jest Sycylia, gdzie pracę rozpoczęła część szkół średnich), a także północny region Friuli-Wenecja Julijska oraz części Lacjum i Ligurii. W ławkach zasiądzie niecałe 5 z 8,3 mln. włoskich uczniów.

Toskania, mimo że tu także odbędą się wybory, otwarła szkoły już 14 września. Pół miliona uczniów oraz 30 tys. przedszkolaków. W co trzeciej szkole średniej część lekcji będzie prowadzona na dystans, z uwagi na brak przestrzeni i wymogów utrzymania dystansu między uczniami.

Rozpoczęcie roku szkolnego. Florencja, 14.09.2020, fot. B.Hlebowicz

Lekcje w Forum Romanum, teatrach i salach gimnastycznych

Właśnie z powodu braku miejsca część lekcji odbędzie się w nietypowych lokalizacjach – np. we Florencji salę szkołom udostępnił teatr (studenci zaś będą słuchali wykładów m.in. w salach kinowych). W Rzymie zastępczym „lokalem” dla niektórych klas będzie Curia Iulia w Forum Romanum, budynek, w którym odbywały się posiedzenia senatu w czasach Imperium Rzymskiego.

W całym kraju budynki dla szkół udostępniły parafie. Mediolan zamówił dla szkół 50 kontenerów z osobnymi wejściami i wyjściami. Gdzie indziej lekcje będą się odbywały w wielkich namiotach. W Neapolu – niestety kosztem zajęć z wychowania fizycznego – lekcje będą się odbywać także w salach gimnastycznych, podzielonych na dwa, trzy „moduły klasowe”.

Brakuje nauczycieli

O ile dziś do szkół wrócili wszyscy toskańscy uczniowie – z wyjątkiem sporadycznych przypadków kwarantanny, jak zresztą w całej Italii – o tyle brakuje kadry nauczycielskiej. Wciąż trwa nabór dodatkowych nauczycieli. W Toskanii np. wciąż brakuje 30 tys. nauczycieli – 40 proc. kadry. W Mediolanie, Brescii i Turynie nabór się przedłuża dodatkowo z powodu błędów technicznych na stronach internetowych, na których należało zgłaszać podania, a także na skutek wyjątkowo wysokiej liczby fałszywych podań.

W Amatrice, miasteczku zgniecionym trzęsieniami ziemi, wybudowano nowe lokale szkolne, ale w ostatniej chwili rozpoczęcie roku szkolnego przesunięto o tydzień: z powodu braku nauczycieli.

Florencja, 14.09.2020, fot. BH

Nie wszyscy nauczyciele poddają się testom

Włoska służba zdrowia zaoferowała wszystkim nauczycielom możliwość przeprowadzenia testu serologicznego na obecność koronawirusa. Nie wszyscy zamierzają skorzystać z tej opcji. Na przykład w Wenecji Euganejskiej 30 proc. kadry odmówiło wzięciu udziału w testach. Do tej pory, w całym kraju przeprowadzono je u niespełna połowy nauczycieli. Inni czekają jeszcze na swoją kolej, mimo że szkolna nauka już ruszyła. Prezydent jednego regionu, Kampanii, wprowadził dekret, na mocy którego testy dla nauczycieli są obowiązkowe.

– Obawiałam się, że w przypadku pozytywnego wyniku będę musiała pójść na dwutygodniową kwarantannę – wyjaśnia swoją odmowę Arianna, przedszkolanka z Florencji, choć w tym regionie statystyki chętnych są lepsze niż gdzie indziej.

Dotychczasowe testy wykazały obecność wirusa u 2,7 proc. nauczycieli.

Brak ławek, spór o temperaturę

Osobnym problemem są jednoosobowe ławki, które rząd zamówił dopiero 21 lipca. Na 2,4 mln do tej pory dostarczono zaledwie 200 tys. To jedna z głównych przyczyn, dla której część regionów postanowiła wstrzymać się z otwarciem.

Rząd postanowił, że każdego ranka rodzice muszą zmierzyć dzieciom temperaturę. Jeżeli przekracza 37,5 stopnia, dziecko nie powinno wychodzić z domu. Zdaniem niektórych ekspertów, granica powinno być niższa – 37 stopni, a temperatura powinna być mierzona w wejściu do szkoły, nie w domu. Prezydent regionu Piemont poszedł własną drogą i nakazał rodzicom codzienne wpisywanie zaświadczeń o wysokości temperatury dziecka. Jeżeli dziecko przyjdzie bez zaświadczenia, temperaturę zmierzą mu w szkole.

Rozpoczęcie roku szkolnego, Florencja, fot. B.Hlebowicz.

Szkoła – antidotum na przemoc

Mimo powszechnej krytyki o zbyt późne opracowanie strategii otwarcia szkół, mimo braków nauczycieli, budynków, ławek czy nawet maseczek, minister edukacji Lucia Azzolina podkreśla: „W ciągu kilku miesięcy zrobiliśmy więcej niż w 20 lat. Przekazaliśmy szkołom środki na zakup tego, czego brakowało. Ustanowiliśmy wytyczne, przeprowadziliśmy szkolenia nauczycieli…”.

Prezydent Włoch Sergio Mattarella zdecydował uhonorować początek roku szkolnego razem z uczniami z Vo’ Euganeo, miasteczka, które okazało się być jednym z pierwszych dwóch ognisk koronawirusa w Italii. W czasie lockdownu szkoła w Vo’ została zamieniona w wielkie ambulatorium, w którym wykonywano mieszkańcom wymazy. Teraz wróciła do swej właściwej funkcji.

– Jak nigdy wcześniej, początek roku szkolnego ma znaczenie symboliczne: ponownego startu całego społeczeństwa. Czeka nas decydujące starcie – powiedział prezydent.

Mattarella nie mógł nie wspomnieć o bestialskim morderstwie 21-letniego Willy’ego Duarte, zakatowanego przez grupę mężczyzn kilka dni temu w Colleferro pod Rzymem.

– Jesteśmy wstrząśnięci śmiercią Willy’ego, pobitego na śmierć, gdy próbował obronić przyjaciela przed przemocą. Jego uśmiechnięte oblicze pozostanie ikoną przyjaźni i solidarności, przypominając o edukacyjnych i kształcących postawy zadaniach szkoły i całej naszej wspólnoty. Szkoła i kultura są antidotum na przemoc i nietolerancję, które mogą zainfekować całą społeczność, jeżeli stracimy czujność.

Ruiny bazyliki św. Benedykta w Nurcii, 18.08.2020,fot. Bartosz Hlebowicz

Jeżeli nie sprostamy wyzwaniu, będziecie mieli prawo odesłać nas do domu.

Premier Giuseppe Conte wybrał zaś liceum w Norcii (czyli Nursji), miasteczku na pograniczu Umbrii i Marche w sercu Apeninów, zniszczonym niemal całkowicie przez trzęsienie ziemi w 2016 r. Po raz pierwszy od czterech lat uczniowie mogli zasiąść w odbudowanej szkole – wcześniej nauka odbywała się w kontenerach. W styczniu tego roku uczniowie i nauczyciele z Norcii manifestowali w Rzymie z powodu powolnych prac przy odbudowie szkoły. Conte spotkał się wtedy z nimi i obiecał pilotowanie sprawy. Potem wybuchła epidemia, która znowu przerwała prace, ale ostatecznie na nowy rok szkolny budynek był gotowy.

Podczas otwarcia roku szkolnego Conte przypomniał o wielkim unijnym planie „Next generation EU”, który ma pomóc w najbliższych latach najbardziej potrzebującym społecznościom.

– To jest projekt dla was. Każdy kraj zgłasza własne projekty wykorzystania tych funduszy, nasz jest już bardzo zaawansowany. Jeżeli nie sprostamy temu wyzwaniu, będziecie mieli prawo odesłać nas do domu. Tutaj ucierpieliście podwójnie: z powodu trzęsienia ziemi i pandemii. To są dni ponownego startu, mamy przed sobą rok zaufania i nadziei. Napisaliście do mnie: „Jesteśmy przyszłością i mamy prawo prawo oczekiwać na więcej”. Macie rację: dla was musimy pracować w dwójnasób.

Conte obiecał też, że zrobi wszystko, aby przyśpieszyć prace nad projektem rekonstrukcji odbudowy słynnej katedry św. Benedykta, noszącej imię mnicha urodzonego w Norcii około 480 roku, patrona Europy. Po trzęsieniu ziemi ostała się tylko fasada bazyliki.


Księgowi Salviniego w areszcie domowym

Matteo Salvini, fot. ANSA
Bartosz Hlebowicz

Błyskawiczna akcja włoskiej prokuratury: aresztowała jednocześnie cztery osoby za wyłudzenie funduszów publicznych. Trzy z nich to bliscy współpracownicy Matteo Salviniego, szefa prawicowej Ligi, największej partii opozycyjnej.

Ci trzej to biznesmeni Alberto Di Rubba, Andrea Mazzoni oraz Michele Scillieri. Prokuratura oskarża ich o opracowanie oszukańczego projektu, w ramach którego wyłudzili 800 tys. euro publicznych pieniędzy podczas fikcyjnej sprzedaży nieruchomości. Słupem był Luca Sostegni – w areszcie od połowy lipca, aresztowany podczas próby ucieczki do Brazylii, gdzie prowadzi, z marnym powodzeniem, restaurację.

Razem z trzema biznesmenami aresztowano także  Fabio Giuseppe Barbarossę, kuzyna Sostegniego. Wszyscy mają zarzuty wyłudzenia, nielegalnego wpływania na wybór wykonawcy, oszukańcze uchylanie się od płacenia podatków oraz kupno nieruchomości bez uzasadnienia ekonomicznego. „Parawan prawny, służący do ukrycia innego, faktycznie realizowanego celu”, „Udowodniona umowa o charakterze korupcyjnym” ocenia prokuratura.

Biznesmeni i fachowcy od finansów Ligi w 2017 r. zaaranżowali fikcyjną transakcję: kupno hali na peryferiach miejscowości Cormano, a potem jej sprzedaż za podwójną cenę.

Najpierw, w lutym 2017 r. Michele Scilleri, właściciel upadającej firmy Paloschi, poprzez słupa (Sostegni) sprzedaje za 400 mln euro halę firmie Andromeda, formalnie należącej do kolejnego słupa, Fabio Barbarossy. Scilleri i Barbarossa to kuzyni. De facto Scilleri sprzedaje halę sam sobie. Większa część tych pieniędzy trafia na konto w Szwajcarii – teraz włoska prokuratura próbuje je odzyskać… (Tak się składa, że w biurze Scillerego swoją pierwszą siedzibę ma nowa partia Salviniego Lega per Salvini Leader – Liga za Salvinim-Premierem. Założenie tej partii to jeden ze sposobów na ucieczkę przed długami Ligi i koniecznością zwrotu pieniędzy wyłudzonych przez partię-matkę z budżetu państwa).

W grudniu 2017 r. spółka Andromeda odsprzedaje halę Lombardzkiej Komisji Filmowej – za 800 tys. euro. Lombardia Film Comission oficjalnie należy do władz regionu (czyli również Ligi) i ma zajmować się promocją lombardzkiej produkcji filmowej. Na jej czele stoi Di Rubba, biznesmen – zaufany człowiek Salviniego, którego szef partii uczynił księgowym klubu senackiego partii. Ponad połowa wyłudzonych w ten sposób pieniędzy idzie na prywatne konta Di Rubby i Andrei Manzoniego oraz na konto ich wspólnej firmy. Manzoni to kolejny partyjny spec od finansów – on z kolei był w tym czasie księgowym klubu poselskiego Ligi. 250 mln idzie do innej firmy należącej do Scillierego. Inna część trafia do firmy elektryka Francesco Barachettiego, byłego działacza partii, który w ciągu kilku lat otrzymuje partyjne zlecenia na 1,5 mln euro. Teraz ma wyremontować halę. Barachettim i niebotycznymi zleceniami dla niego zajmują się prokuratura z Mediolanu i Genui, prowadzące śledztwo w sprawie „zniknięcia” 49 mln. euro wyłudzonych przez Ligę z budżetu państwa w minionych latach.

Z czasem Sostegni był coraz bardziej niezadowolony ze wspólnych przekrętów. Uważał, że otrzymuje za mało. Żądał 50 tys. euro, dostał kilka razy mniej. W końcu zaczął sypać.

To tylko część afery finansowej Ligi. Di Rubba i Manzoni, w owym czasie odpowiadający za finanse partii w parlamencie, to bliscy współpracownicy skarbnika partii Giulio Centemero, również nominowanego przez Salvini. Wszyscy oni pracowali nad strategią schowania słynnych 49 mln wyłudzonych w minionych latach przez Ligę. Zakładali sieć mniejszych stowarzyszeń, do których przelewano mniejsze sumy (pisałem o tym tu).

Na każde doniesienie o kolejnej aferze finansowej swojej partii Salvini za zawsze rozbrajająco naiwną odpowiedź. Po tym, jak dziennikarze śledczy „L’Espresso” odkryli, że jego bliski współpracownik i przyjaciel podczas wizyty Salviniego w Moskwie dobijał targu z ludźmi Kremla w sprawie nielegalnego finansowania partii z Kremla, mówił: „Na oczy nie widziałem ani jednego rubla”. Na zarzut, że trwa śledztwo przeciw odpowiadającym za finanse partii księgowym dwa miesiące temu odpowiadał, że żadnego z nich nie zna osobiście i że on sam nie zajmuje się finansami. Dziś mówi, że dwie z trzech osób zna. „Są to osoby uczciwe, mają zasady i wątpię, by popełniły coś niewłaściwego”.

20-21 września we Włoszech odbędą się wybory regionalne. Prawica, w której dominuje Liga Salviniego i Bracia Włoscy Giorgii Meloni, ma przewagę w sondażach.

Więcej:

Gazeta Wyborcza

La Stampa

La Repubblica

La Repubblica

Udine. Niekończąca się podróż imigrantów

Bartosz Hlebowicz
Migranci przed autokarem-tymczasowym domem. Udine (za Meteoweek.com)

Tu pisałem o żądaniu Ligi z prowincji Bergamo, aby imigranci korzystali z autobusów miejskich w innych godzinach niż „normalni mieszkańcy”, albo alternatywnie sami sobie sprokurowali autobus. No więc w Udine, w innym opanowanym przez Ligę rejonie Północy, znaleziono autobus dla migrantów.

A nawet dwa. Ale nie służą one do transportu. Prefektura Udine wpadła na pomysł, żeby migranci, którzy docierają do Włoch szlakiem bałkańskim, w dwóch autokarach odbywali kwarantannę. Od soboty migranci spali więc w nich i jedli. Do dyspozycji mieli parę przenośnych toalet. Wodę do mycia mieli z węża dostarczonego przez Caritas.

Prefekt zapewniał, że to rozwiązanie tymczasowe, bo władze miasta nie mogą na razie znaleźć innego lokum dla migrantów. Jednak Massimiliano Fedriga, prezydent regionu Friuli – Wenecja Julijska, zawzięty legista, mówi po prostu: „To nie uchodźcy polityczni, lecz migranci ekonomiczni. Nie możemy wszystkich przyjmować we Włoszech. Nie mamy już miejsca dla nich”.

– Nielegalnie czy nie – to dopiero zostanie ustalone po rozpatrzeniu ich podań o azyl – prostuje rozmawiająca z Fedrigą dziennikarka „La7”.

– Nie, oni są nielegalnie, dopóki nie zostanie udowodnione, że nie są – odpowiada Fedriga.

– Czyli w porządku, że śpią w autobusie? – pyta dziennikarka.

– Nie, nie w porządku, że tu wchodzą – odpowiada prezydent Fedriga.

Massimiliano Fedriga i Matteo Salvini (za RAINEWS)

Dzięki dealowi, jaki UE zawarła z Erdoganem (europejska kasa za zatrzymanie ich w Turcji), migracja szlakiem bałkańskim przyhamowała już parę lat temu, ale zdesperowani Afgańczycy, Pakistańczycy czy Bengalczycy i tak przedzierają się coraz trudniejszymi szlakami przez Bałkany do Włoch. Z powodu lockdownu ruch znowu przygasł, ale od kilku tygodni rośnie i jest już większy niż w zeszłym roku. W marcu włoski Minister Zdrowia wydał dekret, aby w całym kraju przygotowano budynki ad hoc dla migrantów, w których mogliby przechodzić kwarantannę. W Udide nic kiwnięto palcem. Ponadto, na mocy niesławnych dekretów Salviniego „o bezpieczeństwie” zostały zlikwidowane już istniejące placówki, które mogłyby gościć uchodźców. Tak więc Liga poniekąd ma rację, mówiąc, że nie ma dla nich miejsca. Bo zrobiła wszystko, żeby go nie było.

We wtorek do Triestu, stolicy regionu, przyjechała Luciana Lamorgese, minister spraw wewnętrznych (czyli następczyni Salviniego na tym stanowisku). Zapewniła Fedrigę, że zwiększone zostaną patrole na granicy, a także na drogach krajowych biegnących ze Słowenii, ale oznajmiła, że wykluczone, aby – czego żąda Fedriga – zostały zamknięte nawet najmniejsze ścieżki łączące Słowenię z Włochami. Przypomniała mu też, że Friuli – Wenecja Julijska jest jedynym regionem, który nawet nie spróbował napisać projektu o fundusze europejskie na zajęcie się nieletnimi migrantami. Tak więc migranci i uchodźcy, którzy mieli „szczęście” dotrzeć szlakiem bałkańskim do Włoch, albo zostają złapani przez włoską policję i nielegalnie wywiezieni na Słowenię (a Słowenia spycha ich do Chorwacji, Chorwacja zaś do Bośni i Hercegowiny), albo koczują pod mostami Triestu czy Udine, albo miasta Friuli przerzucają ich między sobą niczym gorące kartofle. Tak było w przypadku trzydziestki, która – zanim została „usystematyzowana” w autokarach w Udine – koczowała na placu i schodach przed sanktuarium Madonny Misyjnej w Tricesimo, miasteczku na północy od Udine.

– Dotarliśmy do najniższego punktu, jaki tylko można było osiągnąć. Wstyd – mówi Paola Tracogna, koordynatorka stowarzyszenia Ospiti in arrivo (W oczekiwaniu na gości). – Musimy skończyć z lokalną polityką wrogości wobec przyjmowania migrantów, można było przynajmniej znaleźć dla nich jakieś namioty.

Od półtora miesiąca prowincja Udine rejestruje średnio 50 nowych migrantów nadchodzących szlakiem bałkańskim.Dzisiaj, 9 września, trzydziestką niechcianych migrantów z autokarów zajął się lokalny Caritas, znajdując dla nich inne lokum.

Więcej:

Il Post

Meteoweek

Włochy umarły w Colleferro

Bartosz Hlebowicz, Florencja

Willy Duarte

Bili go przez 20 minut. Kopali w głowę i skakali po nim, gdy już leżał i nie potrafił się bronić. Czterech na jednego. Potem poszli na piwo, znaleźli nawet czas, by żeglować po Internecie i umieszczać głupawe wpisy na Facebooku. W tym czasie Willy Monteiro Duarte już nie żył.

Oprawców było czterech, każdy niewiele ponad 20 lat. W nocy z soboty na niedzielę, w centrum miasteczka Colleferro pod Rzymem, z zimną krwią zamordowali chłopaka. Jego wina polegała na tym, że bronił kolegi, którego bili. 

Mordercy pochodzą z sąsiadującej Arteny. Nazywają się: Francesco Belleggia, Mario Pincarelli (czarny pas karate) oraz Marco i Gabriele Bianchi, bracia, obydwaj uprawiają walki MMA. Zaczęło się od scysji w popularnej knajpie Duedipicche w Colleferro, otwartej do późna w noc. Młodzieńcy z Arteny przyjechali tu się napić. Jeden z nich rzucił nieprzyjemne komentarze pod adresem siedzących w tej samej knajpie miejscowych dziewczyn. Te zaś były ze swymi chłopakami. Po wyjściu jeden z nich, Federico Zurma, spróbował „wyjaśnić” sprawę i podszedł do chłopaków z Arteny, wśród których w tym momencie nie było już braci Bianchi.

– Czego się gapisz? – zapytał Francesco Belleggia i nie czekając na odpowiedź uderza Zurmę, przewracając go na schody przed knajpą.

„Interweniowali” wykidajłowie z knajpy, prosząc, żeby mężczyźni przeszli dalej rozwiązywać swoje problemy, bo odstraszą gości restauracji. Kłótnia przeniosła się do pobliskiego parku, za rogiem jest budynek karabinierów. Była 2.30 w nocy. Piąty z przyjaciół z Arteny, Michele Cerquozzi, zadzwonił po Bianchich, którzy w tym momencie byli już gdzie indziej. „Jest ostro. Musicie przyjechać”. Przyjechali, zabili. 

W parku była trzecia grupka: znajomi z Paliano, innego pobliskiego miasteczka. Wśród nich Willy, który próbował rozdzielić szykujących się do walki młodzieńców z Arteny i Colleferro. 

Jak zeznali swiadkowie, w tym momencie do akcji wkroczyli bracia Bianchi. Jeden z nich uderzył Willy’ego w brzuch – tak mocno, że Willy się przewrócił. Gdy próbował wstać, dostał uderzenie w głowę. Już się nie podniósł. Świadkowie mówią, że potem już tylko prosił: „Przestańcie, błagam was, przestańcie, nie mogę oddychać”. Nie przestali Bili, kopali i skakali po nim.

– Willy uratował mi życie – mówi Zurma, „mężny” obrońca zaczepionej dziewczyny.

 

Rodzina Duarte pochodzi z Republiki Zielonego Przylądka, we Włoszech mieszkają od 30 lat. Willy urodził się we Włoszech, miał 21 lat. Studiował hotelarstwo. Wszyscy w sąsiedztwie go uwielbiali. W telewizyjnych reportażach przedstawiany jest jako przykład doskonałego zintegrowania się z włoskim społeczeństwem. Duarte jednak nie musiał się integrować, on urodził się Włochem i jako Włoch dorastał.

Bracia-zabójcy znani są w mieście, notowani także przez policję jako handlarze narkotyków oraz wykonujący pobicia na zlecenie. Gabriele, choć oficjalnie zarabia jako sprzedawca warzyw i owoców, jeździ luksusowym audi za 700 tys. euro. Mieszkańcy mówią, że każdego wieczoru bracia wychodzili na miasto, by kogoś pobić. Jednak Willy’ego bili tak, by zabić.

Parę dni temu telewizja publiczna zrobiła reportażyk o tym, jak Colleferro i okolica podnoszą się po epidemii. Bohaterem filmu był Gabriele Bianchi, który po zakończeniu lockdownu otworzył sklepik z warzywami w centrum sąsiedniego Cori. „Nie boję się. Mam wielką wiarę”, deklarował przed kamerą.

Zdaniem prokuratury mordercy nie pochodzą z marginesu, lecz z „normalnych” rodzin. Tyle że lubią przemoc.

„Włochy umarły w Colleferro”, napisał Domenico Guarino w „Controradio”. Nawet Matteo Salvini dołączył do chóru polityków żądających przykładnej kary dla bandytów.

Jeden z członków rodziny braci-morderców zapytał ze zdziwieniem na komendzie: „Ale o co chodzi? Przecież zabili tylko cudzoziemca”.

Mordercy Willy’ego Duarte. Pochodzą z „normalnych” rodzin

Więcej:

10 minuti, la videoinchiesta. Willy: morte di un ragazzo italiano, „La Repubblica”

Pożar wokół L’Aquila

L'Aquila assediata dagli incendi dolosi, boschi devastati dalle fiamme Salvato un gruppo di giovani scout
Fot. Giovanni Barba (Twitter)

Trwa wielki pożar lasów wokół stolicy Abruzji. Karabinierzy sądzą, że doszło do celowego podpalenia.

Ogień trwa od piątku. W mieście nie da się oddychać. W akcję gaszenia zaangażowanych jest 10 samolotów i helikopterów oraz 220 osób: strażaków z Teramo i L’Aquila, żołnierzy, wolontariuszy z obrony cywilnej i pracowników miejskiej administracji. Policja szuka podpalaczy. Pożary wybuchły w kilku miejscach na zachód od L’Aquila, miasta ciężko doświadczonego trzęsieniami ziemi.

Wszyscy rzucili się do walki z ogniem

Władze miasta wytypowały 13 najbardziej zagrożonych rodzin, mieszkających w krytycznych punktach. W każdej chwili mogą zostać przetransportowane gdzie indziej, jeżeli nie uda się powstrzymać pożogi.

– Tu na miejscu walczymy z niezwykłą energią. Mobilizacja jest wielka – relacjonuje Pierluigi Biondi, burmistrz miasta. – Pracownicy komunalni są w akcji od szóstej rano.  Akcją ratowniczą zarządzamy  z centrum operacyjnego gminy L’Aquila i koordynujemy ją non stop z centrami dowodzenia straży pożarnej, władz regionu i prefektury. Niestety, warunki klimatyczne i nierówny teren utrudniają powstrzymywanie pożaru.

Rozprzestrzenianiu się ognia pomógł nieustannie wiejący wiatr.

Celowe podpalenie

– Pożar w Arischia (dzielnica L’Aquila) wciąż jest wysoki. Udało się nam go nieco zmniejszyć w okolicy Cansatessa – informował w sobotę rano Silvio Liberatore, szef obrony cywilnej Abruzji. – Podpalacze wzniecili ogień w wysokich partiach gór, a więc wygaszanie możliwe jest tylko z powietrza. Z ziemi mogliśmy tylko powstrzymywać płomienie, tak aby nie dotarły do domów i dróg. Ramię w ramię walczą z ogniem ochotnicy z obrony cywilnej, mieszkańcy i strażacy. Karabinierzy z sekcji ochrony lasu szukają winnych podpaleń.

Liberatore zaapelował też, by każdy kto zechce zbliżyć się do lasu, zarejestrował się najpierw w siedzibie lokalnej straży pożarnej. – Chodzi o to, by nie stwarzać zagrożenia dla siebie samych i dla innych – ostrzegł.

W sobotę wieczór agencje donosiły, że pożary w okolicach Arischia i Cansatessa połączyły się w jedną, wielką pożogę.

Spłonęło już 300 ha lasu

To już drugi pożar w L’Aquila w ostatnich dniach. W czwartek spłonęło 200 ha lasów w okolicach Arischii i Pizzoli, czyli na obrzeżach L’Aquila. Obecny pożar zaczął się w nocy z piątku na sobotę i dotarł na 200 m. od domów w dzielnicy Cansatessa, wzbudzając panikę wśród mieszkańców. z trudem udało się uratować drużynę harcerzy, która znajdowała się w tym czasie w lesie i ogień odcinał jej drogę.

Pożar wyrządza wielkie szkody dla środowiska i dziedzictwa przyrodniczego. Tommaso Navarra, dyrektor Parku Narodowego Gran Sasso Laga, ocenia, że tylko wokół Arischii płomienie spaliły co najmniej 100 hektarów czarnej sosny – lasu, który zasadzono w latach 30. ubiegłego wieku. Regionalna Agencji Ochrony Środowiska, badająca m.in. jakość powietrza, zarejestrowała także wysoką ilość benzenu wytwarzanego przez płomienie.

(źródła: ANSA, „Corriere della Sera, 1.08.2020)

Salvini, wbrew papieżowi i biskupom, wzywa do otwarcia kościołów na Wielkanoc. „Nauka nie wystarcza”

Bartosz Hlebowicz, Florencja

Matteo Salvini (Roberto Monaldo / AP)

Watykan ogłasza, że msze wielkanocne będą wyłącznie transmitowane w mediach. Ale Matteo Salvini wie lepiej, co byłoby dla Włochów dobre.

Kiedy na ulice miast wracają tłumy, choć trwa stan alarmowy, co robią odpowiedzialni politycy? Mówią obywatelom: „zostańcie w domach, epidemia nie jest wcale w odwrocie, co najwyżej przyhamowała. Właśnie teraz musimy być szczególnie uważni”. To samo powtarzają wirusolodzy, lekarze w szpitalach, w których każdego dnia wciąż umiera ponad pół tysiąca ludzi. To samo mówią papież i biskupi. A co mówi Salvini, Salvini-Dobra Rada, Salvini, który-zna-się-na-wszystkim i zawsze służy słuszną krytyką, zbawiennym ponagleniem i zabójczym szyderstwem? Salvini-chiacchierone, wszędobylski gaduła? Salvini mówi: „Otwórzcie kościoły na Wielkanoc, bo to jest to, czego ludzie teraz najbardziej potrzebują”.

– Wspieram prośby tych, którzy chcą, aby w sposób uporządkowany, składny i pod względem sanitarnym bezpieczny, pozwolono im wejść do kościoła. Niech wchodzą po trzech, czterech czy pięciu  na mszę Wielkanocną. Można chodzić do sklepu tytoniowego, bo bez papierosów nie wytrzymamy, a dla wielu innych fundamentalne jest leczenie duszy, nie tylko ciała – oświadcza Salvini w wywiadzie telewizyjnym. – Jest apel wysłany do biskupów, aby pozwolili wierzącym, przy zachowaniu odległości, w maskach i rękawiczkach, w ograniczonej liczbie, wejść do kościołów, tak jak się wchodzi do supermarketów. Święta Pascha, wskrzeszenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, dla milionów Włochów jest chwilą nadziei na życie.

Salvini, ekspert od nauki katolickiej, który rok temu na wiecu wyborczym, całując różaniec, obiecywał bronić granic przed obcymi, a kilka dni temu modlił się na wizji, wspólnie z prowadzącą telewizyjnego show, za ofiary wirusa, teraz orzekł, że Włosi potrzebują „ochrony Niepokalanego Serca Maryi”, którą to ochronę otrzymają w kościołach.

On to naprawdę powiedział. Skoro papież Franciszek może prowadzić swój dialog z Bogiem, skoro Papież może cytować Pismo Święte („Wróć, wróć do domu”) i wzywać rodziny, by w swych domach wspólnie pokonywały strach, odnajdywały modlitwę, pokój i kreatywność, i kiedy Watykan ogłasza, że msze Wielkanocne będą wyłącznie transmitowane w mediach, to dlaczego nie mógłby Salvini nawoływać do czegoś przeciwnego? To on wie lepiej, że Włosi bardziej potrzebują „niepokalanego serca” w zapełnionych kościołach niż modlitwy i pokoju w domach.

„Nauka nie wystarcza, potrzebny jest też dobry Bóg”, poucza dobry Salvini. Jak to się stało, że to nie jego wybrano na papieża?

Ale Matteo ma nie tylko zatroskane oblicze polityka dbającego o zdrowie duchowe zwykłych Włochów, zapomnianych przez Kościół i rząd. Matteo istnieje też w wersji gniewnej. Rząd dał 25 mld pomocy? Powinien był dać 50! Dał 50? Powinien był dać 100!

Matteo!, ciągle rozzłoszczony, ciągle z pretensjami, jednego dnia krytykowałeś rząd, że nie zamknął wszystkich granic, by zaraz potem mówić, że musimy wszystko pootwierać – i by następnego dnia znów narzekać, że nie pozamykaliśmy wszystkiego.

To ty, będąc super-wicepremierem, mężnie blokowałeś całymi tygodniami w portach statki z nieszczęśnikami, którzy przetrwali podróż przez Saharę, bicie i upokorzenia w libijskich więzieniach, przeprawę przez Morze Śródziemne. Dopiero ty, Kapitanie (nie mój Kapitanie!), zdołałeś ich powstrzymać (co prawda na te marne kilka tygodni, ale co się wycierpieli, to twoje), mimo że okręty włoskiej marynarki nie słuchały twoich wezwań, by nie wyławiać tonących.

To ty, kiedy nadszedł czas przygotowania budżetu, zrejterowałeś, oddając władzę w ręce znienawidzonej lewicy i zaraz potem krytykując ją za zaciskanie pasa.

Nie jesteś już (wice)premierem, ale teraz to chyba już bez znaczenia. Imigranci przestali przypływać, z wyjątkiem tych z Grecji, wożonych m.in. przez rosyjskich szyprów. Ale ci i tak nigdy cię nie interesowali.

Właściwie, przyznaj sam, to wielkie szczęście. Teraz – jako niesłuchany, bo niemający nic do powiedzenia opozycjonista – możesz grzmieć, a raczej brzęczeć, jeszcze natrętniej, podsuwać coraz to bardziej niedorzeczne pomysły, bo i tak wiesz, że nikt ich nie bierze na poważnie, poza kurczącą się sektą twoich zwolenników. Ale być może nawet w tobie pozostała ta resztka odpowiedzialności, dzięki której wiesz, że teraz przynajmniej twoje nieposkromione plecenie bzdur nie szkodzi innym.

Kamracie Matteo, dzięki temu, że nie zyskałeś, jak ongi Hitler i Mussolini, upragnionej „pełni władz” i że z podkulonym ogonem odszedłeś z rządu, Włosi, w tym tragicznym okresie, mogą mieć tę pewność, że ci, co kierują krajem,  przynajmniej starają się powstrzymać pomór, mniej czy bardziej udolnie. Możemy mieć pewność, że są na tyle racjonalni i uczciwi, że nie otwierają szeroko drzwi przed zarazą, mówiąc „Zapraszamy”.

Salvini – chiacchierone, dlaczego po prostu tego wspaniałego pomysłu nie podsuniesz swojemu partyjnemu koledze, Attilio Fontanie, gubernatorowi Lombardii? Wystarczyłoby jedno jego rozporządzenie. Czy dlatego, że Fontana oburza się nawet, gdy rodzice chcą wyprowadzić dziecko z domu na minutę i powtarza, że ograniczenia są wciąż zbyt łagodne? Bo wie, że w jego regionie ludzie wciąż padają jak muchy?

Dzień 5 września, kiedy w zeszłym roku upadł rząd z udziałem Ligi, dzień, w którym Salvini przestał rzucać groźne pomysły jako wicepremier i zaczął robić to jako lider opozycji, powinien zostać ogłoszony świętem narodowym.

Felieton ukazał się też w „Gazecie Wyborczej 5 kwietnia 2020

Koronawirus. O tym, jak Czesi ze spekulantami walczyli i Włochów okradli

Źródło: Lukáš Lev Červinka, FB, 20.03.2020

We wtorek rząd czeski obwieścił dumnie, że dorwał złodziei, którzy ukradli maseczki i respiratory. Śledztwo czeskiego aktywisty wykazało, że maski były przeznaczone dla Włoch, a złodziejem i oszczercą jest czeski rząd, który wcale nie zamierza ich zwracać.

Jak zauważył Luk Lukász Lev Czervinka z Asociace pro mezinárodní otázky (Stowarzyszenie do spraw Międzynarodowych), przedstawione przez czeski rząd zdjęcia „uratowanych od złodziei” materiałów medycznych, które postanowiono przekazać czeskim służbom medycznym, to w istocie pudła oklejone chińskimi i włoskimi flagami, z tekstami po chińsku, w których władze w Pekinie dodają otuchy Włochom („Jesteśmy z wami. Do przodu, Włochy!”) i potwierdzają gotowość niesienia pomocy.

Rewelacje Czervinki potwierdza włoski dziennik „La Repubblica”.

– Gdy poprosiliśmy o komentarz ministra zdrowia, powtórzył on oficjalne kłamstwo o zajęciu materiału, który miał być sprzedawany nielegalnie – opowiada Cervinka. – Wszystkie nasze media powtarzały te brednie. Dopiero teraz, nieśmiało, za pomocą tweetów, rząd przyznaje, że „część” towaru pochodziła z Chin i była przeznaczona dla Włoch.

Wciąż jednak Czechy nie zdobyły się na przeprosiny, nie mówiąc o zwrocie zagrabionych materiałów. To zresztą jest już niemożliwe, ponieważ maski i respiratory zostały już rozdzielone między czeskie szpitale. 

Zaledwie kilka dni temu premier Czech Andrej Babisz dawał rady, jak świat ma się bronić przez rozprzestrzenianiem się koronawirusa z Włoch, zakazując wjazdu włoskim obywatelom. Włosi mogliby mu zrewanżować się uniwersalną poradą: „Nie okradaj, zwłaszcza tych, którzy walczą o życie”.

Artykuł ukazał się też w Gazecie Wyborczej.

Jasna i ciemna strona księżyca. Dziennik koronawirusowy z Włoch

Kolumna wojskowa wywożąca trumny ze zwłokami ofiar koronawirusa w Bergamo, 20.03.2020, ANSA.

No więc jak jest? Jesteśmy „wielkim narodem, który pierwszy w Europie stawił czoła wirusowi”, jak oznajmił premier Conte? Czy jesteśmy narodem cwaniaków, którzy wymyślają kłamstwa na temat powodu wyjścia z domu, gdy pytają o to mniej przebiegli żandarmi? Bo tak naprawdę nie idziemy do lekarza czy na zakupy, lecz do przyjaciół na obiad i wspólne oglądanie filmu.

Czytaj dalej

Poranek z koronawirusem

Florencja, 14 marca 2020

Starszy mężczyzna na rowerze, w beretce i białej masce. Kierownicę trzyma jedną ręką. W drugiej ściska rączkę wózka na kółkach na zakupy.

Czytaj dalej

Tutto andrà bene!

Mio Iacopo