Dlaczego umiera język?

„O Papui-Nowej Gwinei wiedziałem bardzo niewiele, a już zgoła nic o życiu w tropikalnym lesie deszczowym. Mimo to przemierzyłem pół świata, by badać, jak umiera język”.

96 proc. ludzkości mówi zaledwie 100 językami. I tylko te sto najpowszechniejszych języków przetrwa. Sześć tysięcy języków, których używa lub do niedawna używało pozostałe 4 proc. mieszkańców Ziemi, zginie w ciągu najbliższych lat czy dziesięcioleci.

Znam takie przypadki osobiście.  Na przykład Delawarowie ze wschodniej Oklahomy mają tylko jedną osobę, którą zna ich język. To biały, który przybył do nich pół wieku temu i zamieszkał z nimi. Nauczył się języka, w międzyczasie jego nauczyciele, starsze pokolenie Delawarów, zmarli, teraz więc on jest skarbnicą wiedzy o języku, a przy okazji kulturze tego ludu. 16 lat temu rozmawiałem z ich ówczesnym wodzem. Z własnej woli, żeby zademonstrować mi żywotność ich kultury i języka, postanowił nagle powiedzieć zdanie w języku Delawarów. Zaciął się w połowie i w żaden sposób nie mógł sobie przypomnieć jego dalszej części.

Albo pamiętam, jak Ralph Doxtator, w tym samym mniej więcej czasie, starszy nauczyciel języka wśród Oneidów w Kanadzie i USA, do wszystkich napotkanych rodaków niezmiennie zagadywał w oneida. Młodsi uśmiechali się nieśmiało, odpowiadając wyłącznie po angielsku. Dziś językiem oneida mówi co najwyżej 50 starszych osób w Kanadzie, Ralph też już zmarł kilka lat temu. W obu grupach Oneidów żyjących w USA (Wisconsin i środkowa część stanu Nowy Jork) – nie mówi nim nikt.

Jednak podczas gdy np. Delawarowie czy Oneidowie obserwują ze smutkiem odchodzenie języków przodków i wdrażają (nieskuteczne) programy „rewitalizacji”, gapuńczycy – mieszkańcy niewielkiej wioski położonej pośród trudno dostępnych grzęzawisk lasów deszczowych (które zdaniem autora recenzowanej książki słuszniej byłoby nazywać „dżunglą) Papui-Nowej Gwinei, nie opłakują odchodzenia swej mowy (tayap) i aktywnie, choć nie zawsze świadomie, przyczyniają się do jej obumierania. Don Kulick, amerykańsko-szwedzki antropolog i językoznawca, po raz pierwszy przyjechał do wioski Gapun w 1985 roku. „Po raz pierwszy do Papui-Nowej Gwinei przybyłem (…) jako dwudziestoczteroletni doktorant, zapalony, oszołomiony – i komicznie niedoświadczony. O Papui-Nowej Gwinei wiedziałem bardzo niewiele, a już zgoła nic o życiu w tropikalnym lesie deszczowym. Mimo to przemierzyłem pół świata, by się tutaj dostać, ponieważ postanowiłem badać, jak umiera język”.

Kulick, który w ciągu 30 lat siedmiokrotnie prowadził w Gapunie wielomiesięczne badania, opisuje ten proces jako „kurczenie się, odpadanie poszczególnych warstw złożoności niczym łusek cebuli”. Najpierw zanika umiejętność tworzenia skomplikowanych czasowników, potem tworzenia złożonych zdań, operowania czasami, rozmywają się rodzaje gramatyczne, ludzie zaczynają używać tej samej koniugacji dla wszystkich rodzajów czasowników, wreszcie kolejne słowa z własnego języka zastępują słowa w tok pisin, mowie pidżynowej ukształtowanej pod koniec XIX w. na plantacjach, dziś będącej urzędowym – i najpowszechniejszym – językiem w Papui-Nowej Gwinei. A niezbitym dowodem na utratę żywotności języka jest zanik umiejętności tworzenia kunsztownych wulgaryzmów, w których celowały zwłaszcza kobiety. Dziś nikt już prawie nie byłby w stanie wykoncypować takiego zdania: „A weź i wsadź to sago [mączka z palmy] na czubek fiuta twojego koleżki, bierz nitkę i zaszyj, a doniesie je w jajach aż do swoich!”. Typowe dziś proste wulgaryzmy, jak „zasrana dupa” i „dziura”, stanowią smutny przykład obumierania tayapu.

Z niezrozumiałej w 1985 r. dla badacza przyczyny ówczesne pokolenie dzieci było pierwszym, którego uczono pidżyn w miejsce tayapskiego. Antropolog, rekonstruując sam język podczas setki godzin nagrywanych rozmów i obserwując odchodzenie od niego, dochodzi do wniosku, że coraz szybsze przechodzenie na język kreolski, będący produktem kolonizacji regionu przez białego człowieka, należy postrzegać jako próbę gapuńczyków przejęcia dóbr z „lepszego” świata i dostąpienia lepszego życia. Przez kilkanaście lat pod koniec ubiegłego wieku, o dwie godziny jazdy od Gapunu, istniała szkoła, przypomina Kulick, jednak główną „nauką” wyniesioną z niej przez wieśniaków z Gapunu była niechęć do własnej małej ojczyzny. „Rozpadające się w rękach australijskie podręczniki krążące po klasie w trakcie lekcji zawierały ryciny i zdjęcia takich widoków jak drogi szybkiego ruchu i wielkie miasta, dając uczniom wyobrażenie o życiu w luksusie, o którym mogli jedynie pomarzyć, a które istniało najwyraźniej gdzie indziej”. (Czasem myślę, powiada w innym miejscu autor, że „jedyną praktyczną wiedzą, jaką gapuńscy wieśniacy zaczerpnęli z chrześcijaństwa i zachodniej oświaty, jest umiejętność bicia dzieci”).

W wyobrażeniach tubylców każdy biały człowiek miał dostęp do tych luksusów, w związku z tym celem gapuńczyków było „wybielić się” – wierzą zresztą, że po śmierci faktycznie stają się biali i dostępują bogactwa świata białego człowieka. Kulick wspomina, że mieszkańcy tej na wpół odciętej od świata osady prosili go więc o podarowanie im radaru, wiatraka, okrętu podwodnego czy traktora. Identyczne marzenia mają liczni w okolicy i bezkarni ol raskol, czyli pozbawieni perspektyw młodzieńcy-brutale, napadający na białych na ścieżkach w dżungli, rabujący sklepy we wsiach, a nawet większych miastach stało się plagą. Ich ofiarą stał się też autor książki (pobity i okradziony) i jeden z mieszkańców Gapunu (zamordowany).

Proces upadku języka zaczął się na przełomie XIX i XX w., kiedy pracujący po kilka lat na plantacjach białego człowieka mieszkańcy wsi wracali do domu i nie chcieli już rozmawiać w tayapie, lecz tok pisin. Tayapski był językiem przeszłości, a biedaków z dziury na bagnach interesowała przyszłość. Język przodków utożsamiany był z krytykowanymi przez misjonarzy pogańskimi zwyczajami, a także z kobiecą nieroztropnością i dziecięcym uporem. Mężczyźni zaś, jak to mężczyźni, brali sprawy w swe ręce, prowadząc swe rodziny ku lepszemu, jak sądzili, losowi. Tayapski w ich rozumienia był tylko zawadą. Z drugiej strony, gdy któryś nastolatek odezwał się w rodzinnej mowie (Kulick opisuje takie przypadki), szydzili, że popełnia mnóstwo błędów. Poza tym, jak wyjaśnia autor, wśród gapuńczyków brak koncepcji wspólnoty czegokolwiek, w tym języka. Każdy, kto jeszcze zna tayap uważa, że to, czy inni tę (przy czym wersje innych to „kłamstwa”, ponieważ tylko moja jest właściwa) umiejętność tracą, jest ich problemem.

Książka Kulicka to osobista relacja z badawczych pobytów wśród gapuńczyków, na przemian dowcipna i dramatyczna. Choć nie jest to klasyczna monografia grupy, czytelnik otrzymuje solidną dawkę wiedzy nie tylko na temat przyczyn i etapów umierania języka, ale też tego, jak Papuasi z Gapunu wyobrażają sobie świat, z jednej strony wciąż zasiedlony przez czarowników stosujących wrogą magię, z drugiej poddany wielokierunkowemu wpływowi „cywilizacji”, który doprowadził do jego rozkładu. Przy czym jest to szczera i wciągająca opowieść o ludziach, którzy przez lata byli jego gospodarzami. Jakże odległa od wyobrażeń o krwiożerczych albo szlachetnych dzikusach.

Jedna z najbardziej satysfakcjonujących książek, jakie ostatnio przeczytałem.

Jest tu m.in. rozdział zawierający opowieść o leśnych istotach, krokodylich duchach i elfach drzewnych, dla których gapuńczycy stracili zainteresowani i których już nie spotykają. Jak twierdzą tubylcy, przeniosły się głębiej w las albo odpłynęły morzem, kiedy do Papui-Nowej Gwinei przybyli biali. „Czasami wyobrażam sobie, że być może tak naprawdę wieśniacy z Gapunu wcale nie porzucili tayapu. Być może tayap – wycieńczony dekadami braku zainteresowania, znużony zaniedbywaniem go, niepocieszony w obliczu tego, co wydaje się nieść przyszłość… być może to tayap koniec końców porzucił ich”, podsumowuje Kulick.

Don Kulick, Śmierć w lesie deszczowym. Ostatnie spotkanie z językiem i kulturą, tłum. Aleksandra Czwojdrak, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2020.

Recenzja pierwotnie ukazała się w miesięczniku „Nowe Książki”, nr 10/2020

—————-

 

Otagowane:, , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: