Salvini, wbrew papieżowi i biskupom, wzywa do otwarcia kościołów na Wielkanoc. „Nauka nie wystarcza”

Bartosz Hlebowicz, Florencja

Matteo Salvini (Roberto Monaldo / AP)

Watykan ogłasza, że msze wielkanocne będą wyłącznie transmitowane w mediach. Ale Matteo Salvini wie lepiej, co byłoby dla Włochów dobre.

Kiedy na ulice miast wracają tłumy, choć trwa stan alarmowy, co robią odpowiedzialni politycy? Mówią obywatelom: „zostańcie w domach, epidemia nie jest wcale w odwrocie, co najwyżej przyhamowała. Właśnie teraz musimy być szczególnie uważni”. To samo powtarzają wirusolodzy, lekarze w szpitalach, w których każdego dnia wciąż umiera ponad pół tysiąca ludzi. To samo mówią papież i biskupi. A co mówi Salvini, Salvini-Dobra Rada, Salvini, który-zna-się-na-wszystkim i zawsze służy słuszną krytyką, zbawiennym ponagleniem i zabójczym szyderstwem? Salvini-chiacchierone, wszędobylski gaduła? Salvini mówi: „Otwórzcie kościoły na Wielkanoc, bo to jest to, czego ludzie teraz najbardziej potrzebują”.

– Wspieram prośby tych, którzy chcą, aby w sposób uporządkowany, składny i pod względem sanitarnym bezpieczny, pozwolono im wejść do kościoła. Niech wchodzą po trzech, czterech czy pięciu  na mszę Wielkanocną. Można chodzić do sklepu tytoniowego, bo bez papierosów nie wytrzymamy, a dla wielu innych fundamentalne jest leczenie duszy, nie tylko ciała – oświadcza Salvini w wywiadzie telewizyjnym. – Jest apel wysłany do biskupów, aby pozwolili wierzącym, przy zachowaniu odległości, w maskach i rękawiczkach, w ograniczonej liczbie, wejść do kościołów, tak jak się wchodzi do supermarketów. Święta Pascha, wskrzeszenie naszego Pana Jezusa Chrystusa, dla milionów Włochów jest chwilą nadziei na życie.

Salvini, ekspert od nauki katolickiej, który rok temu na wiecu wyborczym, całując różaniec, obiecywał bronić granic przed obcymi, a kilka dni temu modlił się na wizji, wspólnie z prowadzącą telewizyjnego show, za ofiary wirusa, teraz orzekł, że Włosi potrzebują „ochrony Niepokalanego Serca Maryi”, którą to ochronę otrzymają w kościołach.

On to naprawdę powiedział. Skoro papież Franciszek może prowadzić swój dialog z Bogiem, skoro Papież może cytować Pismo Święte („Wróć, wróć do domu”) i wzywać rodziny, by w swych domach wspólnie pokonywały strach, odnajdywały modlitwę, pokój i kreatywność, i kiedy Watykan ogłasza, że msze Wielkanocne będą wyłącznie transmitowane w mediach, to dlaczego nie mógłby Salvini nawoływać do czegoś przeciwnego? To on wie lepiej, że Włosi bardziej potrzebują „niepokalanego serca” w zapełnionych kościołach niż modlitwy i pokoju w domach.

„Nauka nie wystarcza, potrzebny jest też dobry Bóg”, poucza dobry Salvini. Jak to się stało, że to nie jego wybrano na papieża?

Ale Matteo ma nie tylko zatroskane oblicze polityka dbającego o zdrowie duchowe zwykłych Włochów, zapomnianych przez Kościół i rząd. Matteo istnieje też w wersji gniewnej. Rząd dał 25 mld pomocy? Powinien był dać 50! Dał 50? Powinien był dać 100!

Matteo!, ciągle rozzłoszczony, ciągle z pretensjami, jednego dnia krytykowałeś rząd, że nie zamknął wszystkich granic, by zaraz potem mówić, że musimy wszystko pootwierać – i by następnego dnia znów narzekać, że nie pozamykaliśmy wszystkiego.

To ty, będąc super-wicepremierem, mężnie blokowałeś całymi tygodniami w portach statki z nieszczęśnikami, którzy przetrwali podróż przez Saharę, bicie i upokorzenia w libijskich więzieniach, przeprawę przez Morze Śródziemne. Dopiero ty, Kapitanie (nie mój Kapitanie!), zdołałeś ich powstrzymać (co prawda na te marne kilka tygodni, ale co się wycierpieli, to twoje), mimo że okręty włoskiej marynarki nie słuchały twoich wezwań, by nie wyławiać tonących.

To ty, kiedy nadszedł czas przygotowania budżetu, zrejterowałeś, oddając władzę w ręce znienawidzonej lewicy i zaraz potem krytykując ją za zaciskanie pasa.

Nie jesteś już (wice)premierem, ale teraz to chyba już bez znaczenia. Imigranci przestali przypływać, z wyjątkiem tych z Grecji, wożonych m.in. przez rosyjskich szyprów. Ale ci i tak nigdy cię nie interesowali.

Właściwie, przyznaj sam, to wielkie szczęście. Teraz – jako niesłuchany, bo niemający nic do powiedzenia opozycjonista – możesz grzmieć, a raczej brzęczeć, jeszcze natrętniej, podsuwać coraz to bardziej niedorzeczne pomysły, bo i tak wiesz, że nikt ich nie bierze na poważnie, poza kurczącą się sektą twoich zwolenników. Ale być może nawet w tobie pozostała ta resztka odpowiedzialności, dzięki której wiesz, że teraz przynajmniej twoje nieposkromione plecenie bzdur nie szkodzi innym.

Kamracie Matteo, dzięki temu, że nie zyskałeś, jak ongi Hitler i Mussolini, upragnionej „pełni władz” i że z podkulonym ogonem odszedłeś z rządu, Włosi, w tym tragicznym okresie, mogą mieć tę pewność, że ci, co kierują krajem,  przynajmniej starają się powstrzymać pomór, mniej czy bardziej udolnie. Możemy mieć pewność, że są na tyle racjonalni i uczciwi, że nie otwierają szeroko drzwi przed zarazą, mówiąc „Zapraszamy”.

Salvini – chiacchierone, dlaczego po prostu tego wspaniałego pomysłu nie podsuniesz swojemu partyjnemu koledze, Attilio Fontanie, gubernatorowi Lombardii? Wystarczyłoby jedno jego rozporządzenie. Czy dlatego, że Fontana oburza się nawet, gdy rodzice chcą wyprowadzić dziecko z domu na minutę i powtarza, że ograniczenia są wciąż zbyt łagodne? Bo wie, że w jego regionie ludzie wciąż padają jak muchy?

Dzień 5 września, kiedy w zeszłym roku upadł rząd z udziałem Ligi, dzień, w którym Salvini przestał rzucać groźne pomysły jako wicepremier i zaczął robić to jako lider opozycji, powinien zostać ogłoszony świętem narodowym.

Felieton ukazał się też w „Gazecie Wyborczej 5 kwietnia 2020

Otagowane:, , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: