Jasna i ciemna strona księżyca. Dziennik koronawirusowy z Włoch

Kolumna wojskowa wywożąca trumny ze zwłokami ofiar koronawirusa w Bergamo, 20.03.2020, ANSA.

No więc jak jest? Jesteśmy „wielkim narodem, który pierwszy w Europie stawił czoła wirusowi”, jak oznajmił premier Conte? Czy jesteśmy narodem cwaniaków, którzy wymyślają kłamstwa na temat powodu wyjścia z domu, gdy pytają o to mniej przebiegli żandarmi? Bo tak naprawdę nie idziemy do lekarza czy na zakupy, lecz do przyjaciół na obiad i wspólne oglądanie filmu.

Oddajemy krew, choć nigdy wcześniej tego nie robiliśmy, ale usłyszeliśmy w telewizji, że właśnie w tym okresie Włosi – ze strachu przed zarażeniem – przestali ją oddawać, teraz, kiedy jest najbardziej potrzebna.

Robimy się dla siebie życzliwsi, zaczynamy dbać o drobne gesty, jak namawia Franciszek? Czy zamknięci w domu z rodziną coraz bardziej przestajemy siebie tolerować?

Czy wyjdziemy z tego doświadczenia odmienieni? (piszę „my”, bo od dwóch lat jestem też Włochem). Czy wszystko będzie po staremu?

Zapisuję kolejny zeszyt codziennymi wiadomościami z Lombardii, Wenecji Euganejskiej, ostatnio wzbudzającymi wściekłość doniesieniami z Kampanii, przygnębiającymi statystykami (wczoraj w całym kraju 475 zmarłych – nawet w Chinach w ciągu jednego dnia koronawirus nigdy tylu nie uśmiercił, wczoraj zresztą nie było tam ani jednej ofiary). Oglądam w telewizji ponury konwój wojskowych ciężarówek, wywożących trumny ze zmarłymi z Bergamo do innych regionów, bo miejscowe prosektoria nie nadążają z „obróbką”…

Newsy z jasnej strony księżyca

I wtedy chcę przypominać sobie o doniesieniach „z jasnej strony księżyca”. Na przykład o Samaritan’s Purse, NGO amerykańskich ewangelików, która buduje pod Cremoną szpital polowy. Albo o drugim desancie pomocy z Chin z 17 tonami niezbędnego sprzętu i kolejnymi trzynastoma lekarzami (pierwszy: 31 ton i dziewięciu medyków), którzy wczoraj wylądowali w Mediolanie.

Albo o tym, że jeszcze w tym tygodniu szpital polowy z 250 miejscami dla pacjentów z COVID-19 zamierza uruchomić w Bergamo organizacja włoskich weteranów, Narodowe Stowarzyszenie Strzelców Alpejskich. To ci, którzy wcześniej pomagali w Kosowie oraz ofiarom tsunami.

Czytam heroiczne opowieści o lekarzach zmagających się z koronawirusem o życie pacjentów, o setkach wolontariuszy zgłaszających się każdego dnia do pomocy w Lombardii, o księdzu, który zrzuca sutannę i przywdziewa na nowo zardzewiały rynsztunek lekarza, który nosił przed laty, zanim poczuł powołanie kapłańskie, i teraz pomaga swoim kolegom w jednym z lombardzkich szpitali. Oglądam w sieci wzruszające filmiki, jak np. ten z miasteczka z Bawarii, gdzie mieszkańcy kilku sąsiadujących ulic wyszli na balkony i odśpiewali dla Włochów „Bella Ciao!” – wszyscy mieli wydrukowany tekst najsłynniejszej włoskiej partyzanckiej pieśni (która opowiada o nagłej potrzebie walki z niemieckim okupantem), ktoś grał na przenośnym pianinie, inny wystukiwał rytm o pokrywy pojemników na śmieci. Śpiewały nawet dzieci na podwórku, zachowując duży odstęp jedno od drugiego.

To nie są banalne gesty, tak samo jak głęboki sens ma wychodzenie Włochów wieczorami na balkony i wspólne śpiewanie (choć nie tak zorganizowane jak w bawarskim miasteczku; nigdy w życiu nie pomyślałbym, iż mógłbym się wzruszyć przy kociej muzyce) – to nie są „balangi”, jak czytam w komentarzu jakiegoś kretyna pod moim tekstem w „Wyborczej” sprzed paru dni. Kto tego nie pojął, chyba już na całe życie pozostanie zwichnięty.

Dziś prasa donosi o jednym z bohaterów: 73-letnim doktorze Gino Fasolim, który  po czterech latach na emeryturze wrócił do pracy w szpitalu w Brescii, gdy wybuchła epidemia. Nie żeby jako rencista oddawał się wędkowaniu czy oglądaniu telewizyjnych teleturniejów: przez te cztery lata współpracował z siecią EMERGENCY w Afryce, a także jako wolontariusz asystował chorym w pielgrzymkach do Lourdes. Teraz zabił go koronawirus.

Koronawirus w Bergamo/ La palestra dell’ospedale di Ponte San Pietro di Bergamo è stata adibita a Camera Mortuaria in assenza di posti, 18 marzo 2020. ANSA/FOTOGRAMMA

Ciemna strona księżyca donosi

A potem znów przypominam sobie – skojarzenia nieuniknione i lawinowe – wiadomość o 249 lekarzach i pielęgniarzach – powinienem żyć cudzysłowów, więc jeszcze raz: o 249 „lekarzach” i „pielęgniarzach” – którzy w jednym ze szpitali w Neapolu nagle zachorowali. Wcale nie na COVID-19. Po prostu, gdy cały (?) kraj walczy z epidemią, a w Bergamo i Mediolanie opóźniają otwarcie szpitali polowych nie z braku odpowiednich struktur, lecz z braku personelu, tych 249 wzięło chorobowe. Do tego też trzeba odwagi, choć innego rodzaju. Teraz ich „choroby” będzie oceniał prokurator, tylko co z tego? Chorym i umierającym nic to nie pomoże.

Kilka dni temu, też w Neapolu, pacjent z gorączką, stojący w kolejce do testu na wirusa, zniecierpliwił się i swoje zniecierpliwienie okazał napluciem na lekarkę i sanitariusza. W efekcie obydwaj pracownicy trafili na kwarantannę, a cały oddział ewakuowano i poddano odkażaniu. „Plucie na innych, w tej sytuacji, jest tym samym, co strzelanie”, skomentował dyrektor szpitala.

„La Stampa” zaś publikuje film z Katanii, gdzie grupka „bohaterów” przed barem pokrzykuje, że ma w nosie koronawirusa i rządowe zakazy gromadzenia się. Chojrak, który krzyczy najgłośniej, ma jednak na twarzy maskę.

No i oczywiście pamiętam o tym, o czym sam donosiłem wczoraj: że w ciągu tygodnia złapano 46 tys. osób, które złamały zakaz niewychodzenia z domu bez ważnego powodu. A ilu nie udało się schwytać?

Przeglądam włoską prawicową prasę – ona nigdy nie zawodzi, jeśli ktoś potrzebuje pobyć dłużej po ciemnej stronie księżyca. Z „La Verita” dowiaduję się więc, że pomoc chińska nie jest za darmo, że w ten sposób Chiny kupują Italię. Z „Libero” zaś, że północ kraju, która zawsze wszystkim pomagała, teraz została opuszczona i musi sobie radzić sama. Kilka dni temu „Libero” informowało (triumfalnie?) na pierwszej stronie: „Wirus eliminuje Europę”, a inny prawicowy dziennik, „Il Giornale”, wzywał, żeby przy okazji zmiany, które wprowadza w naszym życiu koronawirus, zmienić też rząd.

A potem trafiam na koncie polskiego kolegi na fake newsa: o tym, że koronawirusa wyhodowali naukowcy, spece od inżynierii genetycznej. Pod spodem komentarze: „to oczywiste”, „teraz ‘wymyśli się’ szczepionkę” i biznes będzie się kręcił. Sprawdzam źródło: portal amerykańskiej skrajnej prawicy, ten sam, który donosił, że Amerykanie sami sobie wysadzili budynek władz federalnych w Oklahoma City. Pytam znajomego, czy świadomie rozsiewa skrajnie prawicową amerykańską (nie różną od putinowskiej) propagandę. Tak, odpowiada, bo zawsze w niej znajdzie się trochę prawdy…

Nie, nie sądzę, że wyjdziemy z tego doświadczenia odmienieni. Epidemia „tylko” podkreśla to, co w nas najlepsze i, niestety, to, co najgorsze.

Tekst ukazał się też w „Gazecie Wyborczej”

Otagowane:, , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: