Poranek z koronawirusem

Florencja, 14 marca 2020

Starszy mężczyzna na rowerze, w beretce i białej masce. Kierownicę trzyma jedną ręką. W drugiej ściska rączkę wózka na kółkach na zakupy.

Zwykle i tak siedzę w domu. Ale nie 24 godz. na dobę. Po dwóch dniach totalnego zabunkrowania wychodzę na 5-minutowy spacer. Pretekst: wyrzucenie śmieci i kupno gazety. Nieważne, że prenumeruję ją online – chcę dla odmiany potrzymać ją w ręku, poszeleścić rozkładanymi płachtami stron („La Repubblica” to wciąż pismo w starym stylu, trochę jak „Tygodnik Powszechny” przed laty). Poza tym dziś jest duży dodatek kulturalny – teraz pewnie przeczytam jedną dziesiątą, a całość odłożę na czas „po”.

Koronawirusowe zakupy

Na przejściu ustępuję przed rowerzystą. Starszy mężczyzna, w beretce i białej masce. Dopiero gdy jestem po drugiej stronie, a on już kilkanaście metrów dalej, odwracam się i dostrzegam, że trzyma kierownicę jedną ręką. W drugiej ściska rączkę wózka na zakupy na kółkach. Za późno, by zrobić zdjęcie, zwłaszcza że ręce mam wciąż zajęte workami śmieci. No więc utrwalam tej obrazek w niniejszy sposób.

Florencja, 14.03.2020

 

Ale główny (na pewno?) cel wyprawy to edicola, czyli kiosk. Po drodze mijam jedną osobę – panią w średnim, czyli również i moim, wieku; starannie się mijamy, zajmując w kulminacyjnym momencie przeciwległe strony chodnika. Rozglądam się dookoła. Na niewielkim rondzie przed moim blokiem, gdzie stykają się cztery ulice, cisza i bezruch. Jeden samochód w absurdalnym oczekiwaniu na zielone światło. Z okna wychyla się pani, jednym okiem spogląda na świat zatrzymany za oknem.

Z lodziarni mleczarnia

Podejmuję wyprawę. Zakręt, po drugiej stronie ulicy słynna na całe miasto lodziarnia Baroncini. Zgodnie z ostatnim rozporządzeniem rządu powinna być zamknięta jak większość sklepów (wyjątkiem są spożywcze). Baroncini jednak jest otwarty – ale ma dobry powód. Przed wejściem właśnie rozładowują ciężarówkę pełną mleka. Faktycznie, u Baronciniego, poza lodami, zawsze była mała lodówka z nabiałem – świetne rozwiązanie dla tych, którym w niedzielę rano nie chciało się gnać do supermarketu po karton mleka i gotowi byli przepłacić. Teraz mleko stanie się zapewne głównym towarem u Baronciniego. Byle nie wpuszczał zbyt wielu osób naraz.

Florencja, 14.03.2020

Przy kolejnym pojemniku na śmieci porzucony wózek. Już przecież nieprzydatny, skoro zakupy zrobione. Kolejne sklepy pozamykane: z drobiazgami typu igły i makatki na ścianę, ciastkarnia, kwiaciarnia.

Reszta na łopatce

Edicola. Starannie oglądam miesięczniki z płytami, ale ostatecznie decyduję się na pismo dla dzieci z dołączonymi klockami ninja. Dla mnie jest przecież „La Repubblica”, a mój syn też ma potrzeby.

– Idziemy dalej – odpowiada na moje pytanie jedna z kioskarek. Za ladą są dwie – choć nie jestem pewien, czy zachowują metr odległości. Nie mają masek ani rękawiczek jak ekspedientki w supermarketach.

– Mamy stałych klientów, którzy nie przestali do nas przychodzić – dodaje druga. Przypomina mi się kioskarka z Rimini, którą widziałem w telewizyjnych wiadomościach. Przyjmowała pieniądze i wydawała resztę na dziecięcej łopatce do zabawy na plaży.

Życzymy sobie udanego weekendu, dziś serdeczniej niż zwykle. Koniec wyprawy, wracam do domu. Starannie myję ręce, po raz czwarty dzisiaj i wracam do pracy.

Kurier w masce

…20 minut później szum samochodów i mnie skłania do wychylenia się z okna i spojrzenia na świat. Jednak ruszył: na chodnikach kilkanaście osób idących w różnych kierunkach. Nadjeżdża tramwaj. Już dawno polubiłem hałas, jaki wydają jego koła, gdy bierze zakręt pod moim oknem. Nie wyobrażam sobie dnia bez słuchania tego zgrzytu w tle.

I zaraz dzwonek do drzwi. Kurier z Amazona. Zjeżdżam na dół. Posłaniec – w masce – wyciąga rękę z paczką najdalej jak może. Ja też. Na pewno nie przekroczyliśmy metra. Uśmiechamy się do siebie przepraszająco i jednocześnie ze zrozumieniem w oku, życzymy udanego dnia. Wracam do domu, w windzie słyszę „klik” w komórce – odbiór paczki potwierdzony.

Wieści z Rzymu, od teściów: wychodzą tylko po gazetę (nie mogą żyć bez „Corriere della Sera”, w wersji papierowej oczywiście). Co parę dni muszą też wyjść na zakupy. Chcieli zamówić dostawy produktów spożywczych do domu, ale było zbyt wielu chętnych – wszyscy kurierzy „zarezerwowani” na wiele dni. Szwagierka z Turynu donosi, że w supermarkecie nie mogła kupić zeszytu la córki – połowa półek jest więc pusta, bo wycofano ze sprzedaży wszystko, co nie jest jedzeniem, bo tak zrozumieli rozporządzenie rządu o tym, że mają być otwarte tylko sklepy spożywcze…

Lekturę „La Repubbliki” zaczynam od felietonu Stefano Massiniego o tym, jak zmienia się wzajemny stosunek ludzi i czasu…

Tekst ukazał się też w Gazecie Wyborczej

Otagowane:,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: