Olga Tokarczuk: „Złożyć świat z powrotem do kupy”

Bartosz Hlebowicz, Florencja

Barbara Delfino, Andrea Bajani i Olga Tokarczuk, księgarnia Todo Moro, Florencja, 5 czerwca 2019

„Zrozumiałam, że forma nie może być przyczynowo-skutkowa, lecz musi mieć układ sieciowy, z połączonymi ze sobą punktami. Asocjacje, synchroniczności, refreny, inspiracje”.

Na początku czerwca Olga Tokarczuk spotkała się kilkakrotnie z czytelnikami we Florencji. Okazją była przyznawana w tym mieście nagroda im. wybitnego środkowoeuropejskiego pisarza Gregora von Rezzoriego. Wśród nominowanych była I Vagabondi, czyli Bieguni, przełożone przez Barbarę Delfino („Są dwa rodzaje tłumaczy – mówiła Tokarczuk – tacy, którzy zasypują cię setkami e-maili, pytając o znaczenie każdego zdania, i tacy, którzy nic nie mówią, tylko przysyłają ci całe tłumaczenie. Barbara należy do tego drugiego rodzaju”).

Niezidentyfikowane obiekty literackie

– Olga Tokarczuk to ten rodzaj pisarki, której każda książka jest ważna – przedstawił autorkę prowadzący spotkanie pisarz Andrea Bajani. – Za każdym razem każe pytać o ideę powieści, za każdym razem stwarza nową formę powieści. Nie dąży do tego za wszelką cenę, to raczej forma bierze się z poczucia swobody autorki. I vagabondi należą do tego rodzaju niezidentyfikowanych obiektów literackich.

Bieguni ukazali się 12 lat temu. Oto, co pisarka opowiedziała mieszkańcom Florencji na jej temat:

– Przez ten czas wiele się zmieniło. Wojny klimatyczne, uchodźcy, odżył nacjonalizm. Pojawiła się konserwatywna moda, każąca ludziom żyć tam, gdzie się urodzili.

Od czasu modernizmu świat się rozpadł. Żyjemy w świecie, który próbujemy złożyć do kupy jeszcze raz. Żyjemy jednocześnie w wielu rzeczywistościach. Pilot telewizyjny jest dla mnie świetną metaforą – przeskakujemy dzięki niemu ze świata do świata. Takimi innymi światami są twitter i facebook – gdy widzę młodego człowieka z twarzą zanurzoną w komórce, rozumiem, że jest z innego świata. Tylko nasz umysł może przywrócić sens światu, scalić go na nowo.

Schwytać czytelnika w pułapkę

Zrozumiałam, że chcę napisać książkę o podróżach, że muszę wymyślić formę. Memuar, dzienniki, reportaż – te formy wydawały mi się zbyt ciasne, żeby objąć nieskończoność doświadczenia. Zaczęłam pisać, wierząc, że forma przyjdzie później. Jedyne, czego byłam pewna to to, że książka powinna mieć silną narratorkę.

Przebywałam wtedy na stypendium w Amsterdamie i na szczęście przyznano mi duże mieszkanie. Na wielkiej podłodze rozłożyłam pliki z tym, co napisałam o podróżowaniu i wtedy zrozumiałam, że forma nie może być przyczynowo-skutkowa, lecz musi mieć układ sieciowy, z połączonymi ze sobą punktami. Asocjacje, synchroniczności, refreny, inspiracje.

Nie jestem eksperymentatorką, nie interesuje mnie po prostu eksperymentowanie z formą. Największym sekretem powieści jest „cud identyfikacji”, czyli moment, kiedy czytelnik identyfikuje się z bohaterem. Moim zdaniem powieść jest dobra wtedy, kiedy czytelnik zapomina jeść lub pójść do pracy. Dlatego opowiadam różne historie, licząc, że czytelnik wpadnie „w pułapkę”.

Pisarze z Europy Środkowej nie wierzą w stabilność świata

Istnienie takiej nagrody jak von Rezzoriego bardzo ucieszyło Tokarczuk, bo jej zdaniem oznacza, że „Europa Zachodnia zaczyna dostrzegać inny rodzaj literatury”.

– W Europie Środkowej, którą wy nazywacie Wschodnią, nigdy nie wykształciło się zaufanie do świata jako czegoś stabilnego, konkretnego. Pisarze z tego regionu widzą świat jako ciągła przemianę, pulsowanie. Najlepiej oddają to absurd i groteska Franza Kafki. Von Rezzori był mistrzem zamazywania granic, filozof Zygmunt Bauman pisał o płynnej rzeczywistości.

Do szeregu znakomitych autorów z naszej części Europy Tokarczuk dorzuca Danilo Kiša i Bruno Schulza. Ale dzisiaj to ona jest najważniejsza.

Wezwanie pisarki

Co mnie ujęło w pisarce, to jej nieśmiałość. Podczas spotkania z czytelnikami w księgarni Todo Moro w centrum Florencji pomyliła się nawet, przejęta, czytając początek Biegunów („…Najbardziej dotkliwy jest bezruch: gęsty, widzialny – zimny zmierzch i słabe światło sodowych lamp, grzęznące w mroku…”). A gdy następnego dnia, w innej księgarni, zamieniliśmy kilka słów, martwiliśmy się wspólnie o przyszłość Polski, kraju rządzonego i zdominowanego przez ludzi o zimnych sercach.

Jednak wciąż mamy wybór. Decyzja Komitetu Noblowskiego nie mogła nie przywołać wspomnień sprzed niespełna 30 laty, kiedy w Polsce rozpychał się inny (choć przecież podobny) złośliwy reżim i oto nagle, za sprawą Nobla dla Miłosza, oczy świata skierowały się na nasz kraj, a w serca Polaków wlała się otucha. Oby teraz, jak prosi Tokarczuk, zagłosowali za demokracją.

Wychodząc ze spotkania w Todo Moro z przyszłą noblistką natknąłem się na rysunek na ścianie jednej z kamienic, jakże adekwatny. Przedstawia Józefa, Maryję i małego Jezusa. Podpis: „REFUGEES – UCHODŹCY”.

Patrz: „Zimne serca”

Otagowane:, , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: