Wybory we Włoszech. Wyścig populistów

Bartosz Hlebowicz

Plakaty przedwyborcze. Florencja, luty 2018, fot. BH

W niedzielnych wyborach najprawdopodobniej zwycięży prawicowa koalicja. Jednak utworzenie rządu może być trudne, nie tylko ze względu na brak partnerów do współrządzenia, ale także na spory wewnątrz koalicji.

Chociaż ostatnie sondaże przed wyborami dawały koalicji 81-letniego Silvio Berlusconiego z nacjonalistycznymi Ligą Północną i Fratelli d’Italia pierwsze miejsce, pozostali gracze nie składają broni.

 

Skok kameleona

Wśród partii na pierwszym miejscu plasuje się założony przez  komika Beppe Grilla Ruch 5 Gwiazd (28 proc. poparcia w sondażach), który już dawno ogłosił kandydata na premiera. Miałby nim zostać najmłodszy w historii Włoch wicemarszałek Sejmu, 31-letni Luigi Di Maio. Pochodzący z robotniczej dzielnicy Neapolu Di Maio szybko rzucił studia, bo bardziej interesowała go polityka. Rozumie ją jako umiejętność natychmiastowej zmiany opinii w każdej kwestii. W czasie kampanii ogłosił na przykład, że głosowałby za odejściem Włoch od euro, a następnego oświadczył, że dla wspólnej europejskiej waluty nie ma alternatywy. Kiedyś deklarował, że każdy polityk 5 Ruchu, wobec którego będzie prowadzone śledztwo, zostanie natychmiast zawieszony. Gdy rzymska prokuratura zaczęła badać podejrzane nominacje współpracowników Virginii Raggi, burmistrz stolicy wybranej z poparciem 5 Gwiazd, oświadczył, że usunąć ją będzie można tylko jeśli zapadnie wyrok.

Na początku Di Maio przekreślał możliwość koalicji z jakąkolwiek partią. Potem zapowiedział, że Ruch „jest otwarty na współpracę z każdym, poza Partią Demokratyczną” (która rządzi obecnie). Teraz już nie wyklucza współpracy z nikim, co nie przeszkadza mu mówić, że „Renzi [przewodniczący PD] i Berlusconi ukradli mi i mojemu pokoleniu przyszłość”, a szefa Forza Italia określa jako „zdrajcę ojczyzny”. Berlusconi nie pozostaje mu dłużny, nazywając go „niedojdą o gładkiej buzi”, a jego partię „szaloną sektą kierowaną przez starego komedianta”, „życiowymi nieudacznikami, którzy z polityki uczynili sposób na życie”.

Z powodu niedawnego skandalu z fałszywymi darowiznami (nie)składanymi przez parlamentarzystów Ruchu wynik partii Di Maio Ruchu może się okazać gorszy od przewidzianego. Podczas jednego z wieców Di Maio wyznał z rozpaczą: „Musimy przetrwać tę kampanię”.

Żeby przetrwać, Di Maio postanowił wykonać ucieczkę do przodu i… wysłał prezydentowi Sergio Matarelli, „bez żadnego trybu”, listę kandydatów na ministrów. Nie jest jasne, co prezydent miałby z nią zrobić, ponieważ będzie mógł wskazać kandydata dopiero, gdy będą znane wyniki wyborów.

Listę kandydatów w hipotetycznym rządzie Di Maio Berlusconi nazwał „listą osób nikomu nieznanych”. Nie jest tak do końca. Na przykład na ministra rozwoju gospodarczego Di Maio zaproponował Lorenzo Fioramontiego, wykładowcę ekonomii na uniwersytecie w Pretorii, który zasłynął odmową uczestniczenia w konferencji dlatego, że wśród zaproszonych był ambasador Izraela.

Przesłanie prezydentowi składu rządu obecny premier Paolo Gentiloni skwitował jako „surrealistyczne”.

Innym z pomysłów zgłoszonych przez Di Maio jest powołanie Ministerstwa Odbiurokratyzowania i Merytokracji w miejsce istniejącego Ministerstwa Administracji Publicznej. Di Maio zapowiada „likwidację czterystu niepotrzebnych przepisów administracyjnych w ciągu pierwszych siedmiu dni po objęciu teki premiera”.

Wśród innych pomysłów Di Maio jest obniżenia zarobków tym, którzy zarabiają powyżej trzech tys. euro miesięcznie, dzięki czemu budżet zyskałby 12 mld euro. Ekonomiści wyliczyli jednak, że ta operacja przyniosłaby zaledwie 1,8 mld, a żeby otrzymać cyfrę wymyśloną przez lidera M5S należałoby ustalić maksymalną poprzeczkę zarobków znacznie niżej, na 2,5 tys. euro.

Plakaty przedwyborcze. Florencja, luty 2018, fot. BH.


Piąte wejście Kajmana

Jeśli sprawdzą się ostatnie sondaże, plany Di Maio zostaną pokrzyżowane przez prawicową koalicję (35 proc. poparcia). Premierem jednak nie mógłby zostać Berlusconi – zwany Kajmanem od czasu filmu Nanniego Morettiego pod tym samym tytułem (2006), przedstawiającego karierę polityczną uwikłanego w liczne procesy oportunisty – z powodu wyroku za oszustwa podatkowe i związanego z nim zakazu zajmowania stanowisk publicznych. Ale to on, przekonany, że Forza Italia zajmie pierwsze miejsce wśród koalicjantów, wskazał kandydata na premiera. Jest nim Antonio Tajani, obecny prezydent Europarlamentu. Tajani, w młodości członek ruchu monarchistycznego (który został wchłonięty przez postfaszystowski Włoski Ruch Socjalny), dzięki karierze w Europie dorobił się opinii jednego z najbardziej umiarkowanych polityków włoskiej prawicy. Od ponad 20 lat jest bliskim przyjacielem Berlusconiego, którego nazywa „ostatnim wybitnym mężem stanu we Włoszech”. W Europarlamencie pełni rolę łącznika Berlusconiego, dzięki czemu były czterokrotny premier, na tle swoich sojuszników ze skrajnej prawicy, nadal postrzegany jest jako polityk umiarkowany i proeuropejski. Nie przeszkadzają mu liczne skandale, procesy, wyrok, podejrzenia o związki z Cosa Nostra w przeszłości, ewidetny konflikt interesów (jest największym udziałowcem prywatnej spółki telekomunikacyjnej Mediaset, której dochody gwałtownie rosły za każdym razem gdy Berlusconi zostawał premierem) czy antyimigracyjny populizm (niedawno oświadczył, że „rządząca do tej pory lewica zapchała Włochy  600 tysiącami nielegalnych imigrantów, których trzeba odesłać do domu”, chociaż to on jako premier podpisał w 2003 r. II traktat w Dublinie („za” głosowała także Liga Północna), na mocy którego imigranci pozostają wyłącznie w gestii pierwszego europejskiego kraju, do którego przybyli.

Tajani długo nie dawał się namówić do rezygnacji z prestiżowej funkcji w Europie – gotowość „służenia Włochom” potwierdził dopiero na 3 dni przed wyborami, na twitterze. Zagwarantował sobie jednak, że pozostanie kandydatem prawicy na premiera nawet jeśli wybory, w wypadku braku rozstrzygnięcia, miałyby być powtórzone w ciągu najbliższych kilkunastu miesięcy.

Berlusconi nie wyklucza, że tymczasowo rządzić mógłby dalej Paolo Gentiloni, jeśli żadna z partii czy koalicji nie zdobędzie wystarczającej przewagi. Byle dotrwać do 2019 r., kiedy minie mu zakaz obejmowania urzędów.

– Jestem do dyspozycji w przyszłym roku – zapowiada z uśmiechem „Kajman”.

 


Stop islamizacji i genderowi

– Jest zbyt wielkim przyjacielem tej Europy, którą należy zmienić. – mówi o Tajanim Giorgia Meloni z Fratelli d’Italia (4 proc. poparcia), która chciałaby zostać pierwszym premierem-kobietą we Włoszech. Meloni pragnie „bronić naszych granic, włoskich rodzin, naszych dzieci” i mówi „Nie dla ideologii gender”.

Najgłośniejszym wydarzeniem z jej kampanii była styczniowa demonstracja przed Muzeum Egipskim w Turynie, w proteście przeciw decyzji dyrektora, by w ramach integrowania mniejszości muzułmańskiej przez kilka tygodni sprzedawać osobom mówiącym językiem arabskim bilety z ulgą. Meloni uznała to za „dyskryminację Włochów”.

Pięć dni przed wyborami Meloni odwiedziła w Budapeszcie Viktora Orbána. – To sygnał, że będziemy wspólnie powstrzymywać islamizację kraju – oświadczyła. – Chcemy skupić się na relacjach z państwami Grupy Wyszehradzkiej, które bronią granic Europy przed niekontrolowaną imigracją. To z nimi musimy prowadzić dialog, a nie z układem francusko-niemieckim, który zawładnął Brukselą.

Większe szanse niż Meloni na premierowanie ma Matteo Salvini, którego Liga Północna w sondażach depcze po piętach partii Berlusconiego.

Liga powstała jako ruch autonomiczny, żądający uniezależnienia północnych regionów Włoch od Rzymu, którego lider Ligi, Umberto Bossi, przedstawiał jako krwiopijcę, drenującego dochody produkowane przez biznes i mieszkańców Piemontu, Lombardii czy Wenecji Euganejskiej. Salvini postawił na nacjonalizm i w ciągu kilku lat przyciągnął do siebie nowych zwolenników, nawet na tradycyjnie pogardzanym przez Ligę Południu. Idee fixe Salviniego to powstrzymanie fal nielegalnych imigrantów i wyekspediowanie „z powrotem do domu” tych, którzy już przebywają we Włoszech. W ten sposób program Ligi zazębił się z programem nacjonalistycznej Fratelli d’Italia, kierowanej przez Giorgę Meloni.

Salvini, fan Putina i Trumpa, wzywa do zamknięcia meczetów, usunięcia nielegalnych imigrantów, wyjścia z Unii Europejskiej oraz przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej, żeby naród był gotowy na walkę z terroryzmem. Jego zdaniem służba miałaby też pomóc w integracji imigrantów! – Gdy jesteś wśród kamratów, nie ma znaczenia, gdzie się urodziłeś. – twierdzi Salvini. – Obowiązkowa służba wojskowa pomogłaby w integracji młodych ludzi, którzy przybyli tu z różnych części świata i będą dorastali w miłości do Włoch”.

Na wiecu przedwyborczym z ręką na Biblii i różańcem w drugiej składał sfingowaną przysięgę przed prezydentem Republiki, wczuwając się w rolę premiera. Za jego plecami wisiał transparent z napisem „Po pierwsze Włosi”. Za instrumentalne wykorzystywanie religii skrytykował go Kościół.

W sukurs Salviniemu przyszli za to neofaszyści z CasaPound, deklarując poparcie dla rządu utworzonego przez szefa Ligi. W istocie, żeby poznać program dzisiejszej Ligi, która za czasów Salviniego zamieniła się z partii zwolenników autonomii regionów Północy, niemającej nic wspólnego z faszyzmem, w partię nacjonalistyczną, wystarczy zapoznać się z hasłami CasaPound: „Po pierwsze Włosi”, „koniec z Unią Europejską”, „państwo kontrolujące całą gospodarkę”, „powstrzymanie imigracji”, „odesłanie wszystkich obcokrajowców, którzy nie mają środków do utrzymania się”, „powstrzymanie ius soli” – to samo Salvini wykrzykuje na wiecach.

Gest CasaPound wywołał reakcję jednego z liderów starej gwardii Ligi, Roberto Maroniego, ustępującego prezydenta regionu Lombardia. – To już nie jest moja Liga – oświadczył. I dodał, że jako premier podobałby mu się Antonio Tajani. Ten zaś próbuje łagodzić  „tłumaczy” swoich sojuszników: Meloni i Salvini „nie są eurosceptykai, lecz eurokrytykami”.


Koalicja skupiona wokół rządzącej centrolewicowej Partii Demokratycznej w ostatnim sondażu miała takie samo poparcie co Ruch 5 Gwiazd, czyli 28 proc. Jej naturalnym kandydatem na premiera jest obecny szef rządu, popularny Paolo Gentiloni, choć niewykluczony byłby powrót na to stanowiska szefa partii, Matteo Renziego, który był premierem w latach 2014-2016. Zarówno jeden i drugi kontynuowałby reformy ekonomiczne, kurs proeuropejski i próby integracji imigrantów. Wszystko jednak wskazuje na to, że po wyborach PD przejdzie do opozycji.

Wersja tego tekstu została też opublikowana w „Gazecie Wyborczej” 3.03.2018

Reklamy

Otagowane:, , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: