Nie jestem obcy, jestem czarny!

MARSZ PRZECIW RASIZMOWI W MEDIOLANIE

Marsz przeciw rasizmowi w Mediolanie, 21.05.2017, źródło: ap, La Repubblica

21 maja sto tysięcy zwolenników traktowania imigrantów i ich potomków jako swoich, nie obcych, przemaszerowało przez Mediolan w wielkim manifeście tolerancji, równouprawnienia i sprzeciwu wobec szowinizmu.

Tommy Kuti, popularny czarnoskóry włoski raper, którego rodzice urodzili się w Nigerii, w video-manifeście opublikowanym przed dwoma laty na facebooku, oskarżył Włochów o rasizm i szerzenie tyleż nieprawdziwych, co banalnych stereotypów: że „oni”, czyli „stranieri”, „zabierają nam pracę, że powinni wracać do domu i że to niedobrze, gdy przypływają te łodzie…”.

Raper powiedział, że błąd włoskich rasistów polega na tym, że nazywają takich jak on „obcymi” (stranieri), podczas gdy oni są po prostu „czarnymi Włochami”. „StraNeri, no stranieri” to nieprzetłumaczalna na polski gra słów (straNeri można przetłumaczyć także jako „jesteśmy mocno wkurzeni). Slogan Kutiego podchwyciło wielu Włochów.

Zakładnicy

21 maja sto tysięcy zwolenników traktowania imigrantów i ich potomków jako swoich, nie obcych, przemaszerowało przez Mediolan w wielkim manifeście tolerancji, równouprawnienia i sprzeciwu wobec szowinizmu. Zorganizowanie marszu w tym mieście miało znaczenie symboliczne. Zaledwie kilka dni wcześniej urodzony we Włoszech Ismail Hosni (ojciec Tunezyjczyk, matka Włoszka) zaatakował i ranił nożem stołowym trzech policjantów. To w Mediolanie kilka miesięcy temu policjanci włoscy zastrzelili Ada Anisa Amriego, terrorystę z Berlina. To tutaj na początku maja policja urządziła nalot na Dworzec Centralny, z wykorzystaniem helikopterów i funkcjonariuszy na koniach, legitymując 150 koczujących tam imigrantów (wielu innych na widok policji uciekło) i zabierając na komisariaty jedną trzecią z nich. „Awantura” wprawdzie nie zakończyła się choćby jednym aresztowaniem czy postawieniem jakiegokolwiek zarzutu, ale problem jest: oczekujący na werdykt sądu w sprawie azylu imigranci zalegają mediolański dworzec – zamieniając go po części w brudne slumsy – bo zwyczajnie zabrakło dla nich miejsca w ośrodkach pomocy, organizowanych zarówno przez władze świeckie, jak i kościelne. To z tymi „koczownikami” ma na pieńku Matteo Salvini, przywódca radykalnej Ligi Narodowej, który każe im się wynosić z kraju, a niedzielną manifestację podsumował tradycyjnymi grepsami: „To marsz najeźdźców. Jesteśmy zakładnikami imigrantów, przynoszą nam do domu wojnę”. Salvini to smutne zjawisko: młody polityk, po którym już nikt nie spodziewa się ani rozwoju intelektualnego, ani etycznej refleksji. To jego, gdy pojawił się na dworcu zaraz po policyjnym nalocie, by wykorzystać go politycznie, pochodzący z Tunezji przewodnik ośmieszył słowami: „Jesteś faszystą, przynosisz wstyd Włochom, nie znasz historii tego kraju”.

Włosi z duszą

Błąd włoskich rasistów, jak wszystkich rasistów na świecie, polega na tym, że gdy tylko widzą czarnoskórego, uruchamia się w nich automatyczne myślenie: czarny-obcy-złodziej-nierób-brudas. W niedzielę tysiące manifestantów, Włochów i imigrantów, niosło ulicami Mediolanu flagi z napisami na transparentach, kartonowych tabliczkach i koszulkach: „Non sono straniero, sono straNero” (nie jestem obcy, jestem czarny), „Razem, bez strachu”, „Nikt nie jest nielegalny”, „Europa, która otacza gościną”. Niektórzy niektórzy nieśli gumowe pontony… Powiewało wiele tęczowych flag, a uczestniczący w marszu oficjele przepasani byli zwyczajowo włoską flagą narodową. Prócz imigrantów z całego świata i ich urodzonych we Włoszech dzieci byli mieszkańcy Mediolanu, włoscy związkowcy, politycy – na co dzień ze sobą skłóceni, ekolodzy, członkowie Caritasu, słynni artyści (np. reżyser Paolo Virzi, piosenkarz Roberto Vecchioni), a nawet przedstawiciele SlowFood. Krótkie przemówienia, dużo muzyki, tańca i radości.

„Ranni funkcjonariusze na pewno zgodziliby się, że manifestacja powinna się odbyć. Dzisiaj trzeba przypominać, czym jest dusza Mediolanu, bo problem integracji będzie nam towarzyszył przez kolejne dziesięciolecia. Wolę budować mosty, a nie mury”, powiedział burmistrz Mediolanu Beppe Sala, a marszałek włoskiego Senatu Pietro Grasso dodał: „Integracja oznacza bezpieczeństwo. Kto się urodził we Włoszech, studiuje we Włoszech, jest Włochem”.

I chociaż głównym celem mediolańskiego marszu było wezwanie polityków do uchwalenia prawa, które nadałoby obywatelstwo urodzonym we Włoszech dzieciom imigrantów, to w ostatnią niedzielę mediolańczycy zamanifestowali coś więcej: to, że chcą, aby ich miasto pozostało otwarte i pomocne dla wszystkich, którzy pomocy potrzebują. Trochę na zasadzie jeden za wszystkich, wszyscy za jednego: skoro walczymy o obywatelstwo dla „nielegalnych”, to walczymy także o ochronę przyrody, o prawa uchodźców, osób LGTB czy pracowników.

Jak daleko polskiemu społeczeństwu do tego stopnia obywatelskiej świadomości pokazują wybuchające od czasu do czasu w gronie demokratów gorące spory o to, czy KOD powinien także wstawiać się za uchodźcami albo walczyć o prawa dla homoseksualistów. We Włoszech to oczywiste.

Bartosz Hlebowicz

 

 

 

Reklamy

Otagowane:, , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: