Mleko wierzącej matki jest lepsze

O KSIĄŻCE „MOST NAD ZŁOTYM ROGIEM” EMINE SEVGI ÖZDAMAR

Podczas gdy narratorka dorasta, jej kraj osuwa się w infantylny religijny faszyzm, partia religijna oznajmia, że „mężowie mogą bić swoje żony, byle nie w twarz”.

Narratorka – nastoletnia zbuntowana Turczynka, odpowiadająca rodzicom cytatami ze sztuk, które odgrywa w teatrze młodzieżowym, postanawia wyjechać do Niemiec. Jak dowiadujemy się z biogramu autorki (trudno nie odczytywać tej książki jako autobiograficznej), nastąpiło to w 1965 roku; w samej książce nie padają żadne daty, ale w tle wydarzeń z życia bohaterki pojawiają się wydarzenia z historii świata: zabójstwo Kennedy’ego, lądowanie na księżycu, panoszenie się bojówek Szarych Wilków w Turcji, afera Watergate. Dziewczyna pracuje w berlińskiej fabryce lamp, mieszka w hotelu robotniczym – „wonajmie” – z kilkudziesięcioma innymi pracownicami z Turcji. Obserwuje rodaków, a po godzinach – Berlin („… wonajm to nie był Berlin. Berlin zaczynał się dopiero wtedy, kiedy wychodziło się z wonajmu”).


Pięść i wąs

Zdarza się, że moralności tureckich kobiet pilnują tureccy mężczyźni, bijąc np. po twarzy najładniejszą z grupki pracownic, wracającej z nocnej zmiany w fabryce. W którymś momencie do wonajmu wprowadziły się tureckie pary małżeńskie, które zajęły inne piętra niż samotne Turczynki i od razu zaczęły troszczyć się o ich cześć. „Według nich niektóre samotne kobiety w Berlinie zdjęły z siebie turecką godność jak sukienkę i szczególnie mężczyźni chcieli je znowu w tę sukienkę ubrać”. Jak to wyglądało w praktyce? Któregoś razu jedna z samotnych kobiet wysiadła przed hotelem z taksówki i pożegnała się z kierowcą: „podała na pożegnanie rękę albo nadstawiła policzek, a może nawet usta”. Trzydziestu mężczyzn zbiegło, żeby ją umoralnić przy pomocy pięści. Interwencja narratorki uratowała kobietę przed linczem. Częstując ich winem, zapytała, co by było, gdyby czterdzieści kobiet rzuciło się na jednego z nich, po tym, jak pocałowałby jakąś Niemkę. Roześmiawszy się, mężowie wrócili do swoich żon.

Özdamar, turecka pisarka zamieszkała w Berlinie, urzeka od samego początku. Jej styl to fragmentaryczne spostrzeżenia, nieco naiwne, a zarazem ironiczne, zawsze zaskakujące operacje słowne, którymi relacjonuje jednocześnie historię osobistą i komentuje obyczaje swych dwóch krajów. Jeszcze o tureckich mężach: to słowo było „niby wielki kawał gumy do żucia, który kobiety wspólnie żuły”. Jedne mieszkanki wonajmu narzekały, że nie mają mężów, inne wzdychały z ulgą, że ich nie mają: „Znowu przypaliłam mięso. Ale nie szkodzi, nie mam męża, który by mnie skrzyczał. Każde własne „przewinienie” (nadwaga, zbyt miękki makaron, zbyt późny powrót do domu) podsumowywały słowami: „Dzięki ci, Allachu, że nie mam męża, który by mógł to zobaczyć”.

Pierwsza, berlińska część książki, jest szczególnie poetycka, oddająca zagubienie, nieprzystawalność jej samej i rodaków w nowym świecie. Wspaniałym przykładem rzeczywistości przefiltrowanej przez poezję jest opis tureckich mężczyzn, chodzących w Berlinie zawsze razem, bo „gdyby chodzili samotnie po ulicach, pewnie wiatr oderwałby ich od ziemi i rozbiliby sobie głowy o ściany domów (…). Śnieg przysypywał im wąsy. Trzy pokryte śniegiem pary wąsów lepiej poruszają się wśród śniegu niż jedna para (…) Mężczyźni chodzili razem po ulicach Berlina i głośno mówili w swoim języku, wyglądało to tak, jakby szli za swoimi słowami”.


Krowy i wilki

Bohaterka wraca do Stambułu. Obserwuje zachowania ludzi w stambulskich kawiarniach czy na promie kursującym po zatoce Złoty Róg, umownie oddzielającej Azję od Europy. Opisuje rodzinny kraj, który się zmienia razem z nią, choć nie tak, jakby sobie życzył którykolwiek normalny młody człowiek – podczas gdy narratorka dorasta, jej kraj osuwa się w infantylny religijny faszyzm, partia religijna oznajmia, że „mężowie mogą bić swoje żony, byle nie w twarz” oraz: „Mleko krowy jest lepsze niż mleko niewierzącej kobiety. Kiedy szuka się matki, trzeba szukać wśród wierzących kobiet. Niech żyje nasze wojsko! Naszym celem jest islam”.

Narratorka usiłuje angażować się w działalność młodzieżowego ruchu lewicowego, ale i tu nie kryje ironii, wspominając własną naiwność. Wyprawa z dwójką przyjaciół na granicę turecko-persko-iracką, by wspomóc głodujących tam chłopów, kończy się fotografowaniem zakurzonych żab przy drodze, grą w domino z chłopami i zżarciem przez osła należącego do dziewczyny dzieła Lenina.

Stambulska część opowieści częściej jednak przyjmuje poważne tony, a poetyckość części berlińskiej ustępuje miejsca ironii, a nawet gorzkim refleksjom, gdy wspomina o ekstremistycznych Szarych Wilkach, fanatykach islamistycznych i torturowaniu młodych buntowników na posterunkach policji. Zachowuje jednak „migawkowy” charakter narracji, pozornie dystansujący się od opisywanych wydarzeń. Na przykład w „opowieści” o usuwaniu ciąży więcej miejsca zajmują cytowane nagłówki gazet informujące o wojnie w Wietnamie albo o pobiciu lewicowego posła w parlamencie tureckim.

Zamieszki w Turcji z 1970 roku, gdy młodzi socjali ścierali się z nacjonalistami, a wojsko przejmowało kontrolę nad krajem, podsumowuje w charakterystycznym lapidarnym stylu:

Ludziom zabrano ulice. Wojsko zabroniło wszystkich filmów i sztuk teatralnych, w których występowały takie tematy jak kradzież i porwania. Zdelegalizowano związki zawodowe i zabroniono zgromadzeń (…). Policja aresztowała ludzi i torturowała ich (…). Policja szukała w domach lewicowej literatury, pewien policjant powiedział dziennikarzom: »Nadwerężyłem sobie plecy dźwiganiem komunistycznych książek«.

To ważny cytat dla wszystkich, którym – w każdym miejscu na świecie, gdzie ideolodzy zabierają się za uszczęśliwianie i umoralnianie poddanych – przestaje się chcieć bronić własnych swobód.

Interesujące, że za każdym razem, gdy patriarchalna reakcja próbuje dorwać się do władzy, tradycyjnie robiąc to w imieniu religii, pierwszym celem ataku niezmiennie są kobiety, tak jakby upodlenie i podporządkowanie kobiet było podstawowym warunkiem osiągnięcia osobistego szczęścia i ładu społecznego. Ograniczone horyzonty samozwańczych niezłomnych patriotów sprawiają, że nie potrafią oni kochać nikogo i niczego poza własnymi, zdegenerowanymi wyobrażeniami rodziny i społeczeństwa.

„Uciekaj stąd i żyj swoim życiem”, mówi matka do bohaterki. Następnego dnia dziewczyna jest już z powrotem w Berlinie.

Ciekawe, ile tureckich matek po 16 kwietnia powtarza te słowa swoim córkom i ile z nich zdoła posłuchać rady, zanim będzie za późno.

Emine Sevgi Özdamar, Most nad Złotym Rogiem”, przeł. z niemieckiego Maria Przybyłowska, wyd. Pogranicze, Sejny 2007.

Reklamy

Otagowane:, , , , , ,

2 thoughts on “Mleko wierzącej matki jest lepsze

  1. Cezary Kwiecień 18, 2017 o 1:08 pm Reply

    Czy książka aktualna? Dająca odpowiedź dokąd zmierza Turcja? Wynik referendum chyba coś nam mówi. Większość diaspory w krajach zachodnich poparła Erdogana. Niektóre społeczności liczą sobie już czwarte pokolenie i wyszło jedno wielkie NIC. Czy może dopiero piąte pokolenie będzie Emine’i?

    Polubienie

  2. bartoszhlebowicz Maj 7, 2017 o 9:20 pm Reply

    Tak, książka jest aktualna 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: