NO WELCOME

BARTOSZ HLEBOWICZ

Syria i okolice – tryptyk literacki (2)

 

przez morze

Co powoduje, że właściciel dobrze prosperującego sklepu z meblami i prawie trzystumetrowego mieszkania w Egipcie, albo bracia, których rodzina prowadzi w Syrii sklep z dywanami, decydują się na przeprawę przez Morze Śródziemne na kiepskich łodziach, w zbyt licznym tłumie innych uciekinierów, wiedząc, że takie przeprawy często kończą się śmiercią?

Przez morze czyta się jak powieść sensacyjną, tyle że nie jest to niestety historia fikcyjna, lecz przejmująca rzeczywistość. Oto kilku Syryjczyków, przebywających na uchodźstwie w Egipcie, marzy o skoku przez morze do Europy. W wyprawie – na początku, zanim nie zostaną złapani przez egipskie służby – biorą udział niemiecki reporter Wolfgang Bauer i czeski fotograf Stanislav Krupar.

Syryjczycy Amar, Alaa czy Hussan pochodzą z dużych miast, Damaszku i Homs, ich rodziny należą do klasy średniej. Co powoduje, że właściciel dobrze prosperującego sklepu z meblami w Egipcie, handlujący także zagranicą, i mieszkania o prawie trzystu metrach kwadratowych, albo bracia, których rodzina prowadzi w Syrii sklep z dywanami, decydują się na przeprawę przez Morze Śródziemne na kiepskich łodziach, w zbyt licznym tłumie innych uciekinierów, pod „opieką” nieznanych ludzi, wiedząc, że takie przeprawy często kończą się śmiercią? Odpowiedź jest banalna: chcą wolności. W Egipcie, po zwycięstwie junty wojskowej, dla uciekinierów z Syrii wprowadzono obowiązek wizowy (to oznacza, że nigdy nie będą pewni, czy po opuszczeniu Egiptu np. w interesach będą mogli do niego wrócić)), a Syryjczyków telewizyjna propaganda przedstawia jako terrorystów albo pasożytów odbierających pracę Egipcjanom. Syryjczykom w Egipcie robi się zbyt ciasno, a do ojczyzny pustoszonej wojną strach wracać (niektórzy to jednak czynią).

Czytelnikowi oszczędzono najbrutalniejszych obrazków, o których codziennie donoszą media: zwłok wyłowionych z morza czy wycieńczonych dzieci na plaży lub w obozie dla uchodźców. Losy kilku bohaterów, które śledzi autor, kończą się – w momencie, w którym przerywa opowieść Bauer – relatywnie optymistycznie. Nikt nie ginie, niektórym udaje się nawet dotrzeć do wymarzonych Niemiec i Szwecji.

Ale widzimy dramat od kuchni. Bohaterowie przechodzą trwające lata piekło poniżenia  i poczucia beznadziei: oczekiwania na „bezpieczny” odpływ, zamknięci w wynajmowanych przez przemytników domach, w oddaleniu od rodzin, zdania na łaskę kapitanów, którzy ubijają na nich interes, negocjując wyższą stawkę od przemytników nawet w obliczu grożącej katastrofy na morzu, a potem, już w „wolnej” Europie, niepewności, czy kiedykolwiek zdołają połaczyć się z rodziną. Tuż przed pierwszą próbą ucieczki przez morze grupka bohaterów zostaje porwana: okazuje się, że stali się zakładnikami w rozgrywkach między konkurencyjnymi gangami przemytników. Tygodnie oczekiwania w mieszkaniu, z którego nie mogą wyjść, jeden z bohaterów podsumowuje: „Czuję się jak osioł. Cały dzień tylko spać, jeść, srać, spać”. Czas zabijają oglądając w telewizji serial X-Men, o mutantach, którzy muszą ukrywać się przed ludźmi, by przeżyć. Nigdy nie wiadomo, czy pukanie do drzwi oznacza nadejście pośrednika, porywacza czy policjanta. A przedłużające się oczekiwanie na dogodny moment i na wyjaśnienie konfliktu między gangami czyni ucieczkę coraz mniej prawdopodobną. Niektórzy zaczynają się wahać, przebąkiwać o powrocie do Kairu.

Poddać się. Zrezygnować z marzenia, tak jak w pewnym momencie rezygnuje się w życiu ze wszystkich nieosiągalnych marzeń. Żeby całkiem nie zwariować

Wymuszoną bezczynność, łamiącą psychikę Syryjczyków, podkreślają czarno-białe zdjęcia Stanislawa Krupara, przedstawiające bohaterów najczęściej w pozycji leżącej: czy to w należącym do siatki przemytników mieszkaniu w Aleksandrii, czy potem w więzieniu w tym samym mieście.

A gdy już po latach wyrzeczeń, zmyliwszy kontrole egipskiej, tureckiej (a w przypadku jednego z bohaterów nawet tanzańskiej) policji, oskubani do cna przez pośredników, a nawet przez tureckich taksówkarzy w Niemczech i kontrolerów pociągów w Danii, trafiają do wymarzonego europejskiego raju, okazuje się nim być parotysięczna dziura w Hesji czy Szwecji, gdzie z grupki tubylczych pijaczków pada w ich stronę okrzyk:

No welcome. Go back to your home.

Bauer, choć nie mógł towarzyszyć poznanym w Egipcie przyjaciołom w kolejnych próbach ucieczek, utrzymał z kilkoma z nich kontakty i zrelacjonował ich opowieści. Zrobił to tak realistycznie, jakby sam w nich uczestniczył. Sprawna reporterska robota przeplatana (ale nie nadmiernie) komentarzami autora o nieludzkiej polityce państw europejskich, o granicach, które wznosi Europa, czyniąc z Morza Śródziemnego prawdopodobnie największe cmentarzysko świata.

„Wielki reportaż, znakomite tłumaczenie. Mam nadzieję, że otworzy Polakom oczy” – napisał Paweł Smoleński o tej książce. Cóż, czytanie nie jest najmocniejszą stroną polskiego narodu, trudno więc spodziewać się zbiorowego wstrząsu, skoro nie spowodowała go nawet wizyta papieża, która ściągnęła parę milionów ludzi. Przez morze to jednak kapitalny materiał na film, co we współczesnej kulturze obrazkowej nie bez znaczenia. Film – być może – miałby większą siłę rażenia.

Na razie jednak bardzo bym chciał, żeby manekin, którego wstawiono na urząd premiera w moim kraju, zanim kolejny raz zechce powiedzieć „obcym” no welcome, przeczytał ten reportaż. Żeby choć przez chwilę poczuł wyrzuty sumienia.

 

Wolfgang Bauer, Przez morze. Z Syryjczykami do Europy, zdjęcia Stanislaw Krupar, tłum. Elżbieta Kalinowska, Czarne 2016.

 

Advertisements

Otagowane:, , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: