NIE BRONIĆ TEGO, CO NIE DO OBRONY

W dzisiejszej „Wyborczej” historyk Andrzej Friszke, specjalista od dziejów Solidarności, mówi o tym, co wyczytał w archiwach (teczka TW Bolka) odzyskanych z domu Kiszczaka:

„Nie mam wątpliwości, że te dokumenty są autentyczne. Świadczy o tym np. ich wielkość i szczegółowość. Nie ma możliwości, żeby tak obszerny szczegółowy opis sytuacji w stoczni odtworzyć po latach, np. po to, żeby skompromitować Wałęsę jako przywódcę „Solidarności”. Nikt nie byłby w stanie tego zrobić”. „Nie mam jednak wątpliwości, że w tych materiałach chodzi o Wałęsę”. „Jeżeli pytamy o postawę moralną przyszłego przywódcy „S”, która się z nich wyłania, to jest ona trudna do obrony. Obficie informuje SB o sytuacji w Stoczni. O kilku osobach mówi wprost. Opisuje ich plany rozpoczęcia strajku, zorganizowania demonstracji, roznoszenia ulotek. Zachowały się notatki, że te informacje były podstawą założenia „spraw rozpracowania” kilku osobom albo wzywania ich na przesłuchanie. Mamy więc podstawy sądzić, że zaszkodził konkretnym ludziom”.

Podaję dłuższe cytaty, bo one w zasadzie mówią wszystko. Do ustalenia pozostaną „szczegóły”: okres współpracy Wałęsy (Friszke przejrzał dokumenty tylko do 1973 r. i stwierdza, że najwięcej dokumentów dotyczy okresu do lata 1971 r.), liczba osób, którymi na skutek jego donosów zainteresowała się komunistyczna tajna policja, rozmiar szkód im wyrządzonych. Jedno – niestety – zdaniem historyków (bo przecież opinia Friszkego tylko potwierdza to, co wiadome było chociażby z prac Cenckiewicza) jest pewne: Wałęsa na początku lat siedemdziesiątych współpracował z SB. Jeżeli ktoś jeszcze chce się łudzić, że tak nie było, to znaczy, że nic już go nie przekona. Rozum zwykle przegrywa z wiarą.

Wałęsa nigdy nie opowiedział szczegółowo, na czym polegały jego kontakty z SB. Dowiadujemy się więc o tym z prac historyków i samych archiwów. I to nie jest koniec świata, tak właśnie powinno być: historycy są od tego, żeby badać źródła. Nie ma znaczenia, czy bohater narodowy jest kryształowy czy nie – ja na przykład nie mam powodu, żeby nagle zapomnieć, że to Wałęsa wywalczył dla Polski wolność. Oczywiście, wolałbym, żeby sam – i to już dawno temu – opowiedział szczerze o swoich przygodach z SB. (No i wolałbym, żeby nie został prezydentem Polski, żeby w ogóle nie próbował nim zostać. Żeby był trochę jak samotny rewolwerowiec z westernów, który – gdy już załatwi sprawę, gdy pokona złoczyńców, gdy mieszkańcy miasteczka albo osadnicy będą mogli odetchnąć i spokojnie zająć się zakorzenianiem „cywilizacji” – po prostu odwróci się i odejdzie, jak John Wayne w „Poszukiwaczach”, Henry Fonda w „Dwóch złotych coltach” czy Gary Cooper we „W samo południe”. Bo samotny bohater wie, że – choć w ostatecznym rozrachunku pomógł wszystkim – to po drodze dokonał takich rzeczy, które skazują go na osamotnienie).

Dlatego nie podzielam oburzenia wielu moich znajomych wywołanego „nagonką” na Wałęsę. Owszem, przykra jest mściwa satysfakcja panów Dudy, Kaczyńskiego, Waszczykowskiego czy Macierewicza i ich niedorzeczne sugestie braku niepodległości Trzeciej Rzeczypospolitej. Tym ludziom już nic nie pomoże. Ale nie zmienia to faktu, że istnieją archiwa o Wałęsie i że IPN, historycy i dziennikarze mają pełne prawo je badać, a społeczeństwo poznawać wyniki tych badań. To jest właśnie miara wolności Polski.

Oburzać się mogą tylko ci, którzy najpierw pielęgnują sobie wyobrażenie ideału, a potem za nic w świecie nie spróbują popatrzyć na ten ideał pod innym kątem. To jest świetny, bezpieczny układ. Dla tych, którzy chcą poruszać się w świecie snów.

Dla tych, którzy (jak ja) wolą jednak „mędrca szkiełko i oko”, właśnie ideał jest czymś, co uwiera, bo ideał jest nieciekawy i nieprawdopodobny. Wolę stąpać po ziemi, wolę podziwiać Wałęsę za jego bohaterstwo w latach osiemdziesiątych, ale nie być ślepy na jego wcześniejsze, mniej chlubne poczynania. Mam prawo wiedzieć. Nie mam prawa wydawać wyroku. Ale tak samo jak nie mam prawa wydawać wyroku, nie mam prawa (ani ochoty) czołobitnie wielbić.

 

Advertisements

Otagowane:,

4 thoughts on “NIE BRONIĆ TEGO, CO NIE DO OBRONY

  1. Monika Saczyńska Marzec 2, 2016 o 11:37 am Reply

    Pełna zgoda. Z kilkoma drobnymi „ale”. Jest wydarzenie – powstają źródła – (czas sobie biegnie) – historyk bierze źródła (które przy okazji się zdekompletują) i przeprowadza proces badawczy, czyli właśnie analizę źródeł (analiza zewnętrzna, wewnętrzna, metoda porównawcza, retrospektywna… nie chcę zanudzać warsztatem badawczym). Potem publikuje wyniki swoich prac, dyskutuje z innymi historykami i takie tam. Jak to jest uzasadnione publikuje się też źródła, jako aneksy do pracy albo osobne publikacje. Może też publikować artykuły/książki popularno-naukowe. W tym wypadku mieliśmy do czynienia najpierw z pokazaniem źródeł – bo to nie była publikacja a jedynie medialne widowisko, a teraz będzie się to badało. Sorry ale to nie ma nic wspólnego z pracą historyka, To była czysta polityka. A badaniu naukowemu polityka szkodzi wielce. Zatem nie chodzi tylko o samo dojście do prawdy historycznej (to proces długi, żmudny, często mało efektowny i wymagający przede wszystkim spokoju i wyważonej refleksji). W „Sprawie Bolka” ludzie protestują przeciwko używaniu źródeł historycznych do rozgrywek politycznych. Przeciwko manipulacji jaką jest wykorzystywanie sprawy (nie)współpracy Wałęsy do dyskredytowania Jego działalności późniejszej, Okrągłego Stołu i całej III PR. I mówię to jako historyk (choć nie najnowszy). Nie jestem bezkrytyczną wielbicielką Wałęsy (nie ma kryształowych bohaterów, każdy ma wady), nie jestem bezkrytyczną wielbicielką III RP – bardzo wiele błędów, które jednak widać dopiero z perspektywy czasu. Ale jestem dość duża fanką Okrągłego Stołu – jeden z niewielu momentów w historii Polski kiedy Polacy zrobili coś autentycznie wielkiego.
    🙂

    Lubię to

  2. bartoszhlebowicz Marzec 2, 2016 o 12:02 pm Reply

    Celowo zacytowałem prof. Friszke, bo trudno go posądzić o sprzyjanie PiSowcom. Jest jasne, że on mówi o swoich pierwszych odczuciach i że na rzeczowe analizy historyków trzeba będzie czekać (choć mam wątpliwości, czy dla wszystkich to jest jasne). Ale można też powoływać się na Cenckiewicza – obojętnie, jak nieprzyjemnie musi się kojarzyć nazwisko tego wykładowcy szkoły Rydzyka, jego książka sprzed paru lat (z Gontarczykiem) była skrupulatna i – niestety – przekonywująca, przynajmniej na moje oko absolwenta Wydziału Historycznego UJ (aczkolwiek etnologii, nie historii). Friszke w swej pierwszej opinii zdaje się potwierdzać tezy Cenckiewicza (ciekaw jestem, ile osób spośród broniących Wałęsę tę książkę przeczytało?).
    Rzecz jednak w tym, żeby rozdzielać dwie sprawy. Protestujmy, gdy próbuje się zmieszać z błotem Wałęsę – bohatera Solidarności i przy tym połamać Okrągły Stół. Ale nie wchodźmy w rolę historyków, którzy po prostu MUSZĄ zbadać nowe źródła. Ja w licznych opiniach moich znajomych i nieznajomych KODowiczów widzę niepokojące „ujednolicanie” Wałęsy: o ile Macierewicz, Sasin i rządowa telewizja chciałyby w nim widzieć zdrajcę, o tyle KOD chciałby w nim widzieć jednoznacznego bohatera. Żadna wersja nie jest prawdziwa. Nie chodzi nawet o jego złą prezydenturę i skandaliczne wypowiedzi nt byłych przyjaciół (Kuronia, Mazowieckiego) czy homoseksualistów. Chodzi po prostu o nieosądzanie Wałęsy na podstawie jednego, wybranego fragmentu z jego życia. Był w latach 80-tych bohaterem i kropka – na tym KOD powinien się skupiać i tylko w tym aspekcie podkreślać obrzydliwość prób dyskredytowania dorobku Wałęsy i Solidarności w ogóle. Ale życia i zdrowia za Wałęsę bym nie oddał, gdyby ktoś żądał, żebym bronił jego postawy na początku lat 70-tych.
    Problem w tym, że manifestacje mają to do siebie, że muszą upraszczać rzeczywistość: tworzy się krótkie, czytelne hasła na sztandary, skanduje się kilka mocnych słów, pokazuje się masy ludzi skupione wokół jednego celu. Tu nie ma miejsca na odcienie szarości: wspiera się po prostu bohatera, osądza się po prostu zdrajcę. Po jednej stronie stoją rydzykowcy i krzyczą: „zdrajca”, po drugiej my i krzyczymy: „bohater”. Nie mam na to recepty, ale po prostu nie chcę stawać przed takim wyborem, bo jest fałszywy.

    Lubię to

  3. Monika Saczyńska Marzec 2, 2016 o 12:54 pm Reply

    Ano właśnie. Manifestacje nie sprzyjają wyważonej ocenie zjawiska/osoby itp. ale manifestacje nie taką mają rolę. Friszke jest historykiem zdecydowanie bardziej wiarygodnym niż Cenckiewicz i Gontarczyk (niestety). Moja dyskusja nie jest polemiką z oceną fragmentu życia Wałęsy (nie wiemy zresztą jak dużego). Na to trzeba lepszych studiów i dłuższych. Ale jest zwróceniem uwagi na manipulowanie historią. Jeden fakt (nie do końca zresztą opracowany) jest tak urabiany, że ma doprowadzić do reinterpretacji całej osoby Wałęsy i historii Polski ostatnich… no będzie tak z 30 paru lat (od lat 80-tych powiedzmy).
    A swoją drogą Macierewicz i Sasin to też historycy.

    Lubię to

  4. bartoszhlebowicz Marzec 2, 2016 o 1:00 pm Reply

    No tak, Macierewicz zajmował się Inkami, powinien być mi bliski…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: