Cienkie bolki

Gdańsk, 28 sierpnia 1988: Lech Wałęsa podczas strajku w Stoczni im. Lenina. AFP PHOTO

Gdańsk, 28 sierpnia 1988: Lech Wałęsa podczas strajku w Stoczni im. Lenina. AFP PHOTO

To on dawał nam nadzieję w ciemnych latach osiemdziesiątych. Jasne, bylibyśmy wszyscy szczęśliwsi, gdyby nie błądził i nie wygadywał głupstw. Chcielibyśmy, żeby nasz piękny mit był zarazem piękną stuprocentową rzeczywistością. Ale coś takiego rzadko się zdarza w przyrodzie – i na pewno nie zdarzyło się w przypadku Wałęsy.

Naczelny kabotyn prawicowej publicystyki, Rafał Ziemkiewicz, tak pisze o Wałęsie w kontekście rewelacji z archiwum Kiszczaków: „Przez całe życie, przepraszam za dosadność, dymał wszystkich, którzy się do niego zbliżyli, i siebie samego – choć wciąż tego nie zauważa – też w tym całym cwaniactwie wydymał”
oraz „Krótko: przyjechał ze wsi cwaniak i chłopek-roztropek z gigantycznym parciem na zrobienie kariery. To cechy u chłopskich potomków częste, w tym sensie mam wrażenie, że łatwiej mi wzlot i upadek Wałęsy zrozumieć, ale on był i cwaniakiem, i karierowiczem do entej potęgi. Chciał stać na czele, kierować i czerpać z tego korzyści, a był nikim. Próbował się załapać na protesty w 1970 i wpadł w ręce bezpieki, a że bezpieka wtedy werbowała na potęgę – to i on się dał zwerbować, bo szybko zrozumiał, że na tym zyska”.

Pseudopsychologiczna i pseudohistryczna narracja prowadzona knajackim językiem to znak rozpoznawczy tego publicysty, na język ciemnego ludu przekładającego najnowsze dzieje Polski. Poznał je dogłębnie zapewne pisząc opowiadanka sf – gdyby nie to, być może znalazłby czas na „walkę na barykadach” razem z Wałęsą i innymi „prostakami ze wsi”. No ale, jak się rzekło, akurat nie miał czasu na takie pierduły. Za to teraz ma go aż nadto. Więc walczy aż mu piana leci z pyska.

Inny światły bohater z ostatniej chwili, minister Witold Waszczykowski, komentuje tak oto: „To jest sprawa, która rzutuje na to, jak tworzyła się niepodległa Polska, jak tworzyły się elity. I to jest sprawa, która może pokazać, że projekt wolna Polska był sterowany, że to nie jest tak, jak nam się wydawało, że robiliśmy rewolucję i suwerennie podejmowaliśmy decyzje”.

I oto naprawdę chodzi (dokopanie Wałęsie jest tylko miłym dodatkiem): o przekonanie Polaków, że ich kraj od 1989 roku nie jest państwem suwerennym, bo ulepili go esbecy do spółki ze swoimi tajnymi współpracownikami. Dopiero objęcie rządów przez tych, którzy sobie (i innym, rzecz jasna) z tego zdali sprawę, jest prawdziwym początkiem suwerennej Polski. Krótko mówiąc, niepodległa i suwerenna Polska tworzy się dopiero na naszych oczach, a jej pierwszym prawdziwym przywódcą jest Jarosław Kaczyński i jego funkcjonariusze w rządzie i na urzędzie prezydenta. Łatwe, prawda? Taką historię alternatywną można sobie pisać zupełnie jak opowiadanko sf albo felieton do „wSieci” – nic to nie kosztuje.

I oto naprawdę chodzi: o przekonanie Polaków, że ich kraj od 1989 roku nie jest państwem suwerennym, bo ulepili go esbecy do spółki ze swoimi tajnymi współpracownikami.

Tymczasem, czy chcemy tego czy nie, Lech Wałęsa jest mitem: bohaterem narodowym, wodzem „Solidarności”, tym, który obalił komunizm, a potem został pierwszym prezydentem wybranym w demokratycznych wyborach. To on dokonał „drugiego cudu nad Wisłą”, czyli doprowadził do powstania wolnego, demokratycznego państwa o nazwie „Trzecia Rzeczpospolita”. W ten mit wierzymy, bo w nim dorastaliśmy i bo to piękny mit. To prawda, że Lech Wałęsa nie wszystkim nam odpowiada jako nośnik tego pięknego mitu: mnie na przykład uwierają jego konszachty z SB w latach 1971–1976, a potem jego „walka na górze” po odzyskaniu niepodległości, kiedy wraz z braćmi Kaczyńskimi rozwalił pierwszy niekomunistyczny rząd Tadeusza Mazowieckiego. Nie podoba mi się jego sojusz z Radiem Maryja w kampanii prezydenckiej 1995 roku czy całkiem niedawne słowa o tym, że homoseksualiści, o ile tacy są wśród polskich parlamentarzystów, powinni siedzieć z tyłu, odgrodzeni ścianą.

To wszystko źle świadczy o Wałęsie, ale żadna z tych rzeczy nie może podważyć faktu, że to on obalił komunizm, że kiedy trzeba było, wykazał się nadzwyczajną siłą, odwagą i dzielnością (on, a nie Lech Kaczyński, a już na pewno nie Jarosław Kaczyński). To on dawał nam nadzieję w ciemnych latach osiemdziesiątych. Jasne, bylibyśmy wszyscy szczęśliwsi, gdyby nie błądził i nie wygadywał głupstw. Chcielibyśmy, żeby nasz piękny mit był zarazem piękną stuprocentową rzeczywistością. Ale coś takiego rzadko się zdarza w przyrodzie – i na pewno nie zdarzyło się w przypadku Wałęsy.

To on obalił komunizm, a kiedy trzeba było, wykazał się nadzwyczajną siłą, odwagą i dzielnością.

Chcę jednak stwierdzić jednoznacznie: to dzięki Wałęsie (i paru innym, ale nie tak znowu wielu) od 1989 roku żyjemy w wolnym kraju. Dlatego nie rozumiem satysfakcji obecnego prezydenta, z jaką komentuje odnalezienie nowych materiałów (prawdopodobnie) obciążających Wałęsę, a przede wszystkim pogardy, z jaką wypowiada się o „trzeciej erpe”, której – tak się niestety złożyło – sam jest prezydentem. Obślizgły uśmieszek tego pana w momencie gdy mówi o wstrząsającym dla narodu odkryciu dyskwalifikuje go jako tegoż narodu przywódcę.

Nie pojmuję obłudy, z jaką obecna władza usiłuje manipulować historią, kiedy ustami prezesa wymienia prawdziwych bohaterów na bohaterów zastępczych, a ustami ministra spraw zagranicznych i prezydenta podważa suwerenność państwa, w którym żyjemy. Nie chcę, żeby zakazywano prawa do badania działalności Wałęsy w latach 1971–1976 (czy jakichkolwiek innych) – każdy normalny obywatel ma prawo wiedzieć wszystko o swoich bohaterach narodowych. Pragnę jednak, żeby politycy powściągali swoje oceny i pozwalali historykom nadawać rzeczom właściwy kontekst. Trzeba być naiwnym, żeby nie dostrzegać, że współczesna narracja o Wałęsie jako agencie Bolku ma służyć nie wyjaśnieniu jego relacji z SB w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych, ale przedstawieniu pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta jako agenta i złoczyńcę po prostu, a Polski po 1989 roku – jako państwa nielegalnego, ufundowanego na zdradzie i rzekomym tajnym układzie z komunistami. To jest „historia alternatywna”, pisana na swoje dzisiejsze potrzeby przez partię trzymającą władzę, w której nielubiany przez nią Wałęsa staje się wygodnym narzędziem i wygodną ofiarą. Bardzo chciałbym, żeby naszego pięknego mitu nie podkopywał sam Wałęsa swoimi niedobrymi działaniami i niegodnymi wypowiedziami, ale jeszcze bardziej zależy mi na tym, żeby Polska pozostała krajem, w którym politycy nie zniekształcają przeszłości na własny użytek. Co innego odbrązowić bohatera, a co innego go zdeptać.

 

p.s. Czytam właśnie, że „ekspertem” w nowej, „narodowej” telewizji publicznej (czytaj rządowej) został Stanisław Michalkiewicz, ten ponury pan, który narzekał, że obóz w Auschwitz jest chwilowo nieczynny. Na pewno ten bon mot spodobał się rzeszom kiboli – tych patriotów polskich XXI wieku. W „Mistrzu i Małgorzacie” Michała Bułhakowa jest mrożąca krew w żyłach sekwencja balu wszelkiej maści upiorów, organizowanego przez szatana-Wolanda gdzieś w Moskwie, gdzieś w piątym wymiarze. Korowiow, prawa ręka Wolanda, przedstawia Małgorzacie, królowej balu, kolejnych gości, którzy wlatują do sali balowej przez kominek: pierwszy jest wisielec na szubienicy, a za nim trup kobiety wstający z trumny. Potem pojawia się cały szereg szkieletów zamieniających się na czas balu w tych, którymi byli za życia: fałszerzy pieniędzy, trucicieli, dzieciobójców, deprawatorów, rajfurek. Rolą Małgorzaty jest powtarzać za Korowiowem: „Jaka jestem szczęśliwa”, „Jaka jestem zachwycona”.

Trwająca w Polsce „odnowa moralna” w wykonaniu partii trzymającej władzę w niepokojący sposób przypomina tę surrealistyczną diabelską orgię. Wiadomo, rewolucja ma tę okropną właściwość, jak pisał Gombrowicz, „że wyrzuca na wierzch szumowiny, śmiecie, tandetę ludzką”. Zjednoczeni w osobliwym korowodzie politycy władzy i służący im dziennikarze prześcigają się w znieważaniu ludzi, którzy zbudowali wolną Polskę: im brutalniejsze ataki, tym ludzie mają być bardziej zachwyceni. Otóż nie, wcale nie jesteśmy zachwyceni.

 

Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński, czerwiec 1989, fot. Jerzy Kośnik/ Agencja FORUM

Lech Wałęsa i Jarosław Kaczyński, czerwiec 1989, fot. Jerzy Kośnik/ Agencja FORUM

 

Reklamy

Otagowane:, , , , , , , , ,

One thought on “Cienkie bolki

  1. stah Luty 7, 2017 o 11:36 pm Reply

    super, super, super!!!!!!!!!

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: